Egzamin praktyczny

Poprzednia trasa była niestety ostatnim elementem mojego szkolenia do licencji turystycznej. Niestety, bo te kilka miesięcy od kwietnia gdy po raz pierwszy usiadłem za sterami było fantastyczną przygodą i wspaniałą zabawą. Wszystko się jednak kiedyś kończy, w tym wypadku egzaminem praktycznym.

Na miejsce jego zdawania wybrałem sobie lotnisko w Gliwicach, w związku z czym moim jury w tym konkursie stał się Pan Ryszard Ptaszek. Jakiś tydzień po złożeniu wniosku w ULCu otrzymałem skierowanie i mogłem umówić się na wolny termin.

Cessna 172 SP-AIO przed hangarem na lotnisku w Gliwicach

Czytaj dalej

Dzień 35 – pierwsza samodzielna prawdziwa podróż

W komentarzu do mojej pierwszej „samotnej” trasy Akira napisał że podczas trzygodzinnego szkolnego lotu człowiek czuje się jakby licencję miał już w kieszeni. W 100% się z tym zgadzam! Najpierw sami przygotowujemy sobie samolot, jego dokumenty, zabieramy nawet kopię badań lekarskich i wyruszamy w prawdziwą podróż. Co prawda trasa nie jest całkiem obca, bo po pierwsze mimo wszystko lepiej żeby uczeń kojarzył już lotniska na których będzie lądował, a po drugie trudno po tylu godzinach szkolenia odkryć coś nowego, szczególnie jeśli od południa i zachodu jest Czeska Republika, a od północy i północnego-wschodu CTRy Pyrzowic i Balic. Nie znaczy to jednak, że takie latanie jest nudne! Wręcz przeciwnie, za każdym razem odkywa się coś nowego, poza tym poruszając się w rejonie pól uprawnych i mało charakterystycznych lasów i tak nie sposób nawigować z pamięci. Zatem, od śmigła!

Czytaj dalej

Dzień 34 – dla treningu Balice

Od ostatniego lotu samodzielnego minęło trochę czasu (daty wpisów nie są datami lotów), więc lepiej byłoby przed wykonaniem ostatniej już trasy w szkoleniu zrobić małe przypomnienie wiadomości lecąc z instruktorem. A ponieważ egzamin praktyczny składa się z przelotu na lotnisko kontrolowane, dobrze byłoby przy okazji sobie to przećwiczyć. Pana Mariana długo przekonywać nie trzeba było – lecimy na Balice.

Czytaj dalej

Dzień 33 – druga samodzielna trasa

W poprzednim locie samodzielnym zwiedzałem tereny na zachód od Kaniowa. Teraz wypadało zapuścić się na wschód. Lot zapowiadał się tym bardziej ciekawie, że to przecież „moje” rejony. Na początek po znanej mi już trasie przez Wadowice (i Kalwaria – pierwszy punkt charakterystyczny informujący mnie że dobrze lecę) do Dobczyc. Zalew i tama za każdym razem przyciągają mój wzrok kiedy tamtędy przelatuję. Szkoda, że zdjęcia oddają jedynie ułamek wrażeń…

Widok z samolotu na tamę w Dobczycach

Tama w Dobczycach

Czytaj dalej

Dzień 32 – pierwsza samodzielna trasa

Skoro ostatniego dnia na lotnisku odbyłem lot sprawdzający, tym razem wypadało żebym zasiadł za sterami Cessny sam i wyruszył w swoją pierwszą podróż. Program szkolenia obejmuje zasadniczo trzy samodzielne trasy – dwie jednogodzinne bez lądowań na obcych lotniskach i jedną trzygodzinną z lądowaniami na lotniskach innych niż to bazowe. Na początek oczywiście krótki godzinny locik. Dużego wyboru nie ma – wschód albo zachód. Padło na to drugie, czyli w moim wypadku Strzelce Opolskie, Kuźnia Raciborska, Czerwionka-Leszczyny i do domu. Stali czytelnicy bloga wiedzą, że tereny te lotniczo nie są mi obce, bo nie raz już tam bywałem przy okazji szkolenia. Ale przecież nie chodzi o to, żeby uczeń na pierwszy raz się pogubił, tylko doleciał do celu.

Strzelce Opolskie z lotu ptaka

Strzelce Opolskie

Czytaj dalej

Dzień 31 – lot sprawdzający

Zakończyłem etap latania po trasach z moim instruktorem. Przede mną samodzielne loty, ale najpierw checkride z „obcym” FI w celu sprawdzenia, czy puszczenie mnie samego w dalszą trasę nie spowoduje zagrożenia dla innych statków powietrznych oraz ludzi na ziemi.

Plan zakłada spędzenie dwóch godzin w powietrzu. Ze względu na rejon w którym latamy nie było większego wyboru – Jędrzejów, Częstochowa, Strzelce Opolskie i do domu. Mając na uwadze, że w poprzednim locie na odcinku Jędrzejów – Kaniów trochę się zgubiłem i to będąc w zasięgu VORa, postanowiłem tym razem bardziej uważać.

No i polecieliśmy. Mijamy Oświęcim, autotradę, Olkusz (minimalnie zbyt na prawo, ale w granicach normy). Zaczyna się „pustynia”. Nastawiam VORa i lecimy. Pałka lekko skręca mi w prawo, no to ja też. I za chwilę to samo. Po kilku minutach zaczynam się niepokoić, bo miał być Wolbrom a go nie ma. Za to w oddali widać jakieś miasto ale znacznie większe. Jedyne co przychodzi mi do głowy patrząc na mapę to Miechów. Ale zaraz, przecież VOR… No tak. Znowu popieprzyłem. Zamiast ustawić RADIAL ustawiłem namiar. Znów to samo. Brak elementarnej wiedzy z zakresu działania radiopomocy. Można się załamać. Z drugiej strony teraz już nigdy nie ustawię na VORze niczego innego niż radial.

Czytaj dalej

Dzień 30 – trzygodzinna trasa

Wybraliśmy się w końcu na dłuższy przelot, bo już całkiem niedługo przyjdzie i mnie polecieć na trzygodzinną trasę. Pierwszy odcinek prowadził po prostej na lotnisko w Kamieniu Śląskim, nie była to jakaś wielka trudność się tam dostać. Ilość godzin spędzonych w powietrzu, czyli doświadczenie, przekłada się bardzo wyraźnie na płynność wykonywanych czynności i łatwość ogranizacji pracy w kokpicie – jednak da się równocześnie nawigować, pilnować wysokości, prowadzić korespondencję radiową i oczywiście obserwować inny ruch w powietrzu.

Lotnisko w Częstochowie

Sielanka w Częstochowie

Czytaj dalej

Dzień 29 – lot widokowy

Jak to mawiają, lotnictwo to przede wszystkim czekanie. I jest w tym sporo prawdy. Takie czekanie na samolot, pogodę, pasażerów albo ATC clearance to rzecz do której trzeba się przyzwyczaić chcąc zostać pilotem. Tym razem wypadło na to pierwsze. AIS poleciał do Lublina, ale ze względu na warunki pogodowe wystartował z 3-godzinnym opóźnieniem. AIO stoi w hangarze nr 2 na czynnościach serwisowych. I wszystko wygląda na to, że ten drugi samolot będzie dostępny szybciej.

Ponieważ na AIO nie lata się na dłuższe trasy tak przyjemnie jak na AIS, więc i cel naszej podróży musieliśmy wybrać mniej daleki. Akurat była potrzeba przywiezienia z Bielska jakiś dokumentów, więc tam też polecieliśmy. Ten 8-minutowy lot z EPKW do EPBA nie robi na mnie już żadnego wrażenia – nie potrzeba mapy, obliczeń, nawet specjalnego sprawdzania wiatru. Wsiadasz do samolotu jakbyś wsiadał do auta, trzaskasz drzwiami, odpalasz i lecisz.

Czytaj dalej

Dzień 28 – pełne lądowanie

Pilot przy samolocie Cessna 172 SP-AIS na lotnisku w Rzeszowie

Pan Dumny Pilot, czyli autor bloga na lotnisku w Rzeszowie

Program szkolenia przewiduje przynajmniej jedno pełne lądowanie na lotnisku kontrolowanym. Ponieważ wizyty w Katowicach i Krakowie były bardzo krótkie, musieliśmy gdzieś jeszcze polecieć. Padło na Rzeszów. Pierwszy odcinek naszej trasy wiedzie przez Dobczyce do Nowego Sącza. Ponieważ do Dobczyc lecimy pod strefą TMA, która rozciąga się od 1837 ft w górę, a teren podnosi się do 1300-1400 stóp, jesteśmy dość nisko i co chwilę zaglądamy ludziom do domów. Trzeba też uważać na pojawiające się z nikąd maszty telekomunikacyjne…

Czytaj dalej

Dzień 27 – witamy w strefie kontrolowanej

Narzeszcie! Lecimy na lotnisko kontrolowane. Jakie to jest? Ano takie, gdzie mamy do czynienia z kontrolą ruchu lotniczego. Nie możemy sobie robić co nam się podoba, ale trzymać się ściśle określonych procedur i poleceń kontroli. Z drugiej strony jest to taka strefa, gdzie wiemy że nikt w nas (raczej) nie wleci, a „ziemia” udzieli nam wszelkiej niezbędnej pomocy aby bezpiecznie wylądować. W Polsce lotniskami kontrolowanymi są tzw. międzynarodowe porty lotnicze. My wybraliśmy się do Katowic – Pyrzowic.

Widok ze startującego samolotu Cessna na lotnisko Katowice-Pyrzowice

Pyrzowice

Czytaj dalej