Kiedy zaczynałem szkolenie do licencji turystycznej większość znajomych pytała: chcesz zostać zawodowym pilotem? Starałem się na te pytania odpowiadać wymijająco, bo choć w głowie zawsze tkwiło marzenie kariery w kokpicie, to nie do końca wiedziałem czy latanie będzie mi służyć jedynie dla przyjemności, czy też zwiążę z nim swoją pracę. Nie wiedziałem czy uda mi się ukończyć szkolenie, czy będę w sobie widział predyspozycje do bycia pilotem oraz, co najważniejsze, czy będzie mi się to w ogóle podobało. Dziś na to samo pytanie odpowiadam: tak, chciałbym pracować jako pilot. Ale czy się uda?
Archiwum dla kategorii ‘Lotnicze’
Ponownie na kręgu
W minioną niedzielę udało się wreszcie znaleźć czas, pogodę, instruktora i pojechać na lotnisko. Po zimowej przerwie byłem trochę przerażony perspektywą siedzenia za sterami, dlatego umówiłem się na kilka kręgów z kimś kto będzie umiał uratować podwozie samolotu przed brutalnym asfaltem.
Polskie VORy: JAB
Wracając kilka dni temu z Zakopanego postanowiłem ominąć korek przed i za Nowym Targiem i pojechać na około przez Jabłonkę. Ponieważ droga mi się trochę dłużyła, z nudów włączyłem w iPhonie nawigację lotniczą, klepnąłem DIRECT TO i wpisałem JAB – trzyliterowy skrót radiolatarnii VOR w tej miejscowości. Chwilę później wpadłem na pomysł, że skoro już jestem w okolicy, to podjadę do tego VORa i zrobię mu zdjęcie – wszak do tej pory nie miałem okazji widzieć go z powietrza, a poza tym VORów w Małopolsce jak na lekarstwo (cały jeden). Zbliżając się do Jabłonki zobaczyłem przed sobą wziesienie, a na jego szczycie charakterystyczny biały stożek – to musi być to! Google Maps i patrzę jak się tam dostać. Próbowałem z jednej strony – niestety, droga kończy się w polu daleko przed celem. Podjechałem więc od drugiej – tu kawałek drogi prowadzi do ostatnich domostw na zboczu, dalej niestety się urywa (przynajmniej w zimie). Zostawiłem więc samochód i poszedłem przez zaśnieżone pola na przełaj. Chwilę mi to zajęło, bo śniegu było miejscami po kolana, ale po 10 minutach wspinaczki dotarłem do celu, gdzie na środku góry stoi majestatycznie wielki biały stożek.
Momentalnie zachciało mi się znaleźć w Cessnie i polatać po okolicy… A okolica jest piękna, zimą szczególnie. Trzeba jak najszybciej zorganizować wolny dzień z dobrą pogodą, wpaść na lotnisko i odwiedzić JAB ponownie – tym razem robiąc zdjęcie z powietrza. Ah te nasze polskie VORy!
Warto jeszcze wspomnieć o tablicy ostrzegawczej która żywcem wygląda jak wyjęta z serii gier Fallout.
Ciekawe na ile zagrożenie jest rzeczywiście realne…
Nie ma o czym pisać
Blog się poważnie zakurzył. Większość czytelników przestała pewnie odwiedzać ten adres, z resztą czemu się dziwić, skoro od trzech miesięcy nie było żadnego wpisu. Niestety, polska rzeczywistość general aviation okazała się być o wiele gorsza niż przypuszczałem. Na przeszkodzie staje przede wszystkim pogoda, niskie chmury, ograniczona widzialność. O opadach śniegu nie warto nawet wspominać, bo po co się denerwować? Nie dość, że większość polskich lotnisk dysponuje wyłącznie trawiastymi pasami, to nawet te z utwardzoną nawierzchnią najczęściej nie są odnieżane. Nawet lotnisko w Kaniowie, wydawać by się mogło wzór do naśladowania, przez prawie całą zimę pozostaje skute lodem. Z resztą warunki atmosferyczne to nie jedyny problem, z jakim polski lotnik musi zmierzyć się zimą. Kolejnym kłopotem jest krótki dzień i szybko zapadający zmrok. I co z tego, że wpiszemy sobie w licencję uprawnienie VFR noc, skoro prawie żadne lotnisko nie dysponuje stałym oświetleniem?
Zupełnie odmienną kwestią jest brak czasu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy było kilka dni, kiedy pas był czysty i suchy, chmury trzymały się z daleka od „naszych” wysokości i spokojnie można było się wybrać na mały patrol okolicy. Odwiedzić poznane w letnich miesiącach miejsca i zobaczyć jak bardzo zmieniły się pod warstwą białegu puchu. Znów przypomnieć sobie to wspaniałe uczucie wolności, jakie zaznać można wyłącznie w powietrzu. Niestety, akurat zawsze gdy warunki były odpowiednie to wzywały obowiązki, jak nie zajęcia na uczelni to weekendy w Warszawie na kursie do licencji liniowej. Za sterami udało mi się spędzić całe 12 minut.
Z drugiej strony każdy kolejny nielotny dzień zbliża nas do wiosny, pory roku kiedy (jak dowiedziałem się w ciągu tych ostatnich miesięcy) do życia budzi się nie tylko przyroda, ale również polskie general aviation. Na stojankach lotnisk całego kraju znów pojawią się bardziej lub mniej latające samoloty, znów będziemy się w duszy uśmiechać słysząc w słuchawkach „zezwalam lądować”, a nierówności naszych pasów startowych będą wspaniałą wymówką na każde mniej komfortowe lądowanie. Mówiąc krótko: wszystko wróci do normy. Jeszcze tylko kilka(naście) tygodni…
Flyabout

Czy wiecie czym dla aborygenów jest walkabout? W skrócie można powiedzieć że to zwyczaj „rzucania” wszystkiego i wybrania się na trochę dłuższy „spacer” w celu wewnętrznego duchowego i umysłowego oczyszczenia, próby odpowiedzenia sobie na ważne życiowe pytania. Co ma to wspólnego z lotnictwem?
Na pewien rodzaj walkabout wybrała się Monika Petrillo, młoda Amerykanka, posiadaczka turystycznej licencji. Wraz ze swoim ojcem (który na tę okoliczność też zrobił PPLkę) zdecydowała się na 30-dniowy grupowy przelot wokół australijskiego kontynentu. Zwykłą, nakręconą domową kamerą relację z wycieczki udało się zamienić jej we wspaniałą historię o tym co ważne w życiu, o relacjach między bliskimi i realizacji własnych marzeń.
Jeśli spodziewacie się fajerwerków, bohaterskich lądowań czy mrożącej krew w żyłach akrobacji… to nie tej film. Jeśli natomiast macie ochotę na osobistą opowieść o życiu z pięknymi krajobrazami Australii i lotnictwem w tle, to polecam wam tę amatorską pozycję.
Więcej informacji i trailer znajdziesie na oficjalnej stronie Flyabout, tam też możecie za $25 (z przesyłką) zamówić swoją kopię filmu. Szczerze polecam!
VI Małopolski Piknik Lotniczy
W niedzielę byłem na lotnisku Kraków-Czyżyny na organizowanym przez Muzeum Lotnictwa Polskiego po raz szósty pikniku. Wszyscy wiemy jak straszny wypadek wydarzył się tuż po jego zakończeniu. Jeszcze kilka godzin wcześniej Cessna 172 SP-ZAP stała sobie spokojnie na stojance, a jej pilot i pasażerowie z pewnością z wielką radością obserwowali akrobacje i przeloty wspaniałych maszyn. Niedługo później dwie osoby z tej czwórki tragicznie zginęły…
Nie mam zamiaru w tym miejscu pisać o możliwych przyczynach wypadku, ani niebezpieczeństwach związanych z general aviation. Korci mnie jednak żeby przytoczyć treść pewnego posta z forum lotnictwo.net.pl:
W Polsce statystycznie ginie 1 na 2100 pilotów, a „tylko” 1 na 6500 kierowców (…) 1 na 400 osób umiera na zawał. Także bezpieczniej jest latać GA uprawiać sport i zdrowo się odżywiać minimalizując ryzyko zawału niż nie latać i siedzieć bezpiecznie przed TV wcinając hamburgery
Pokazy były wspaniałe. Od kiedy sam uczę się latać zacząłem jeszcze bardziej doceniać i jednocześnie rozumieć pilotów akrobacyjnych. Wielki szacunek dla nich, chciałbym posiąść choćby 1/10 ich umiejętności.
Dzięki uprzejmości pracowników Muzeum mogłem oglądać samoloty z sektora prasowego. Robiłem też trochę zdjęć, zainteresowanych zapraszam do galerii.



