Day 33 – Seattle

Dzień zacząłem wcześnie, bo plan był dość napięty. W zasadzie już na starcie byłem spóźniony, więc po drodze błyskawicznie złapałem kanapkę w Subwayu i zjadłem ją po drodze do pierwszego punktu na liście, czyli fabryki Boeinga w Everett. Mieści się ona przy lotnisku Paine Field w największym, pod względem kubatury, budynku świata (ponad 13 milionów m³). Już z autostrady widać charakterystyczną niebieską ścianę, za która składane są wielkie odrzutowce (tu zdjęcie lotnicze z Wikipedii).

Fabryka Boeinga w Everett, Washington

Czytaj dalej

Day 31 – ślub

Mgła, ¼ mili widzialności. Polatane, przynajmniej dla tych którzy mają blok o 11 am, bo oczywiście popołudniu sytuacja się poprawiła. Ja za to postanowiłem się trochę odchamić i wpadłem do mojej ulubionej biblioteki poczytać magazyny. Chciałbym tu krótko wspomnieć o dwóch artykułach, które wydały mi się ciekawe.

Czytaj dalej

Day 11 – słuchawki

Niestety, wciąż czekam na akceptację przez TSA moich odcisków palców. Przed lataniem potrzebuję jednak zaopatrzyć się w nowe słuchawki lotnicze. Swoje Clarki sprzedałem przed wyjazdem, bo tutaj taki sprzęt jest zdecydowanie tańszy i bez sensu było by brać go ze sobą. Poza tym, chciałem kupić coś z trochę wyższej półki, tzn. z aktywnym tłumieniem (słuchawki oprócz pasywnego tłumienia dźwięków generują fale odwrotne do hałasu silnika, przez co prawie go nie słychać).

Czytaj dalej

Day 10 – pierwszy lot… helikopterem

Leniłem się spokojnie w mieszkaniu, kiedy nagle zadzwonił Łukasz. Zapytał, czy nie mam może ochoty gdzieś z nim polecieć – no pewnie że tak! 5 minut później spotkaliśmy się w szkole. Łukasz musiał jeszcze sprawdzić pogodę (która w ciągu dnia nie była rewelacyjna i dopiero zaczęła się poprawiać), policzyć trasę i złożyć plan lotu. Co ciekawe, oni tu wszyscy składają plan lotu telefonicznie…

Lot miał być stosunkowo krótki, ok. 1:30. Mój pilot wybrał trasę wzdłuż rzeki na północ, do Kelso, po drodze mijając Scappoose, a w drodze powrotnej Woodland. Zabrałem ze sobą aparat, żeby wszystko udokumentować. Na wstępie jednak: DZIĘKI ŁUKASZ!

Łukasz i autor bloga podczas pierwszego lotu śmigłowcem

Czytaj dalej

Przyszłość

Kiedy zaczynałem szkolenie do licencji turystycznej większość znajomych pytała: chcesz zostać zawodowym pilotem? Starałem się na te pytania odpowiadać wymijająco, bo choć w głowie zawsze tkwiło marzenie kariery w kokpicie, to nie do końca wiedziałem czy latanie będzie mi służyć jedynie dla przyjemności, czy też zwiążę z nim swoją pracę. Nie wiedziałem czy uda mi się ukończyć szkolenie, czy będę w sobie widział predyspozycje do bycia pilotem oraz, co najważniejsze, czy będzie mi się to w ogóle podobało. Dziś na to samo pytanie odpowiadam: tak, chciałbym pracować jako pilot. Ale czy się uda?

Czytaj dalej

Ponownie na kręgu

W minioną niedzielę udało się wreszcie znaleźć czas, pogodę, instruktora i pojechać na lotnisko. Po zimowej przerwie byłem trochę przerażony perspektywą siedzenia za sterami, dlatego umówiłem się na kilka kręgów z kimś kto będzie umiał uratować podwozie samolotu przed brutalnym asfaltem.

Czytaj dalej

Polskie VORy: JAB

Wracając kilka dni temu z Zakopanego postanowiłem ominąć korek przed i za Nowym Targiem i pojechać na około przez Jabłonkę. Ponieważ droga mi się trochę dłużyła, z nudów włączyłem w iPhonie nawigację lotniczą, klepnąłem DIRECT TO i wpisałem JAB – trzyliterowy skrót radiolatarnii VOR w tej miejscowości. Chwilę później wpadłem na pomysł, że skoro już jestem w okolicy, to podjadę do tego VORa i zrobię mu zdjęcie – wszak do tej pory nie miałem okazji widzieć go z powietrza, a poza tym VORów w Małopolsce jak na lekarstwo (cały jeden). Zbliżając się do Jabłonki zobaczyłem przed sobą wziesienie, a na jego szczycie charakterystyczny biały stożek – to musi być to! Google Maps i patrzę jak się tam dostać. Próbowałem z jednej strony – niestety, droga kończy się w polu daleko przed celem. Podjechałem więc od drugiej – tu kawałek drogi prowadzi do ostatnich domostw na zboczu, dalej niestety się urywa (przynajmniej w zimie). Zostawiłem więc samochód i poszedłem przez zaśnieżone pola na przełaj. Chwilę mi to zajęło, bo śniegu było miejscami po kolana, ale po 10 minutach wspinaczki dotarłem do celu, gdzie na środku góry stoi majestatycznie wielki biały stożek.

Czytaj dalej

Flyabout

Okładka filmu FlyaboutCzy wiecie czym dla aborygenów jest walkabout? W skrócie można powiedzieć że to zwyczaj „rzucania” wszystkiego i wybrania się na trochę dłuższy „spacer” w celu wewnętrznego duchowego i umysłowego oczyszczenia, próby odpowiedzenia sobie na ważne życiowe pytania. Co ma to wspólnego z lotnictwem?

Na pewien rodzaj walkabout wybrała się Monika Petrillo, młoda Amerykanka, posiadaczka turystycznej licencji. Wraz ze swoim ojcem (który na tę okoliczność też zrobił PPLkę) zdecydowała się na 30-dniowy grupowy przelot wokół australijskiego kontynentu. Zwykłą, nakręconą domową kamerą relację z wycieczki udało się zamienić jej we wspaniałą historię o tym co ważne w życiu, o relacjach między bliskimi i realizacji własnych marzeń.

Jeśli spodziewacie się fajerwerków, bohaterskich lądowań czy mrożącej krew w żyłach akrobacji… to nie tej film. Jeśli natomiast macie ochotę na osobistą opowieść o życiu z pięknymi krajobrazami Australii i lotnictwem w tle, to polecam wam tę amatorską pozycję.

Więcej informacji i trailer znajdziesie na oficjalnej stronie Flyabout, tam też możecie za $25 (z przesyłką) zamówić swoją kopię filmu. Szczerze polecam!

VI Małopolski Piknik Lotniczy

W niedzielę byłem na lotnisku Kraków-Czyżyny na organizowanym przez Muzeum Lotnictwa Polskiego po raz szósty pikniku. Wszyscy wiemy jak straszny wypadek wydarzył się tuż po jego zakończeniu. Jeszcze kilka godzin wcześniej Cessna 172 SP-ZAP stała sobie spokojnie na stojance, a jej pilot i pasażerowie z pewnością z wielką radością obserwowali akrobacje i przeloty wspaniałych maszyn. Niedługo później dwie osoby z tej czwórki tragicznie zginęły…

Cessna 172 SP-ZAP na Małopolskim Pikniku Lotniczym w Krakowie (2009)

Nie mam zamiaru w tym miejscu pisać o możliwych przyczynach wypadku, ani niebezpieczeństwach związanych z general aviation. Korci mnie jednak żeby przytoczyć treść pewnego posta z forum lotnictwo.net.pl:

W Polsce statystycznie ginie 1 na 2100 pilotów, a „tylko” 1 na 6500 kierowców (…) 1 na 400 osób umiera na zawał. Także bezpieczniej jest latać GA uprawiać sport i zdrowo się odżywiać minimalizując ryzyko zawału niż nie latać i siedzieć bezpiecznie przed TV wcinając hamburgery

Pokazy były wspaniałe. Od kiedy sam uczę się latać zacząłem jeszcze bardziej doceniać i jednocześnie rozumieć pilotów akrobacyjnych. Wielki szacunek dla nich, chciałbym posiąść choćby 1/10 ich umiejętności.