Po zakończeniu szkolenia na przyrządy nie ma już wymówki i trzeba ostro zabrać się za spełnienie wszystkich wymagań do licencji zawodowej. Jednym z nich jest odbycie długiego lotu solo. Długiego, czyli do celu oddalonego o conajmniej 250 mil morskich w linii prostej. Ja postanowiłem jeszcze bardziej urozmaicić sobie dzień i wybrać się na lotnisko ponad 300 mil od bazy. To mniej więcej tyle co z Gdańska do Zakopanego. Taki dystans wymaga zarezerowania samolotu na większą część dnia i tak się akurat zdarzyło, że jedynym dostępnym był… Skycatcher.
Archiwa kategorii: Wyprawy
Day 224 – Yakima, czyli długi IFR
Najlepsza część kursu IR zostawiona jest prawie na koniec, niejako w nagrodę za trud włożony w dotychczasowe szkolenie. Mowa o długim locie cross country, czyli na lotnisko oddalone w linii prostej conajmniej o 100 NM, z trzema różnymi podejściami i całkowitym dystansem minimum 250 mil. Ponieważ tereny na północ, południe i zachód od Hillsboro już znam, postanowiłem że wybierzemy się na wschód w poprzek gór Kaskadowych do Yakima, WA.
Day 207 – Salem i nie tylko
Day 198 – kurczak słodko-kwaśny
Preflight check. Lewy strobe light nie błyska. Niby nie jest na liście wymaganego wyposażenia, ale pasowałoby go chociaż „oplackardować”. Gadam z dyspozytornią, gdzie okazuje się że samolot nie „wyszedł” jeszcze z przeglądu. No to cancel…
Jakoś zasiedziałem się w Hillsboro i dopiero gdy zgłodniałem pomyślałem o powrocie do domu. Tylko ta pusta lodówka… Natchnęło mnie żeby zobaczyć czy któraś stopięćdziesiątkadwójka nie jest przypadkiem wolna. Nooo, nie jedna! Najszybciej na konkretne jedzenie dolecę do Albany.
Po drodze mijam moich „ulubionych” kontrolerów w Salem, którzy na wszelki wypadek nie włączają na lotnisku świateł żeby przypadkiem ktoś im drzemki nie przerwał :)
Day 186 – Friday Harbor
Czy potrzeba czegoś więcej, aby zachęcić do przeczytania relacji z mojego najdłuższego do tej pory lotu cross country?
Day 173 – Centralia
Jak już dorwę jakiś samolot na wieczór, to nie ma zmiłuj. Zawsze zaplanuję sobie jakieś dłuższe cross country i tym razem nie było inaczej. Chciałem polecieć na północ do Bremerton (tam gdzie niedawno Tajwany jadły kolację), zatankować trochę kawy i AVGASu, podskoczyć jeszcze do Paine Field – czyli Everett, WA (tam gdzie fabryka Boeinga) i wrócić. W sam raz na 4 godzinki lotu.
Day 165 – w górach straszy
Kolejne ambitne cross country. Ambitne przynajmniej było założenie, aby dotrzeć nad Ocean, wzdłuż wybrzeża lecieć na południe aż do North Bend, później na wschód do Roseburg. Plan urodził się w mojej głowie dość przypadkowo i pomyślałem że będzie to też świetna okazja na sprawdzenie możliwości iPada z zainstalowanym ForeFlight jako głównego narzędzia do planowania i nawigacji.
Day 163 – nocny lot po kiełbasę
Tak to już bywa ostatnio, że nawet gdy przy gruncie temperatura jest znośna, to w powietrzu robi się od razu pierońsko zimno. Zwykle oznacza to, że o locie w chmurach można zapomnieć, ale czasem konsekwencje dotykają nas nawet gdy czołgamy się poniżej „sufitu”. Dziś na przykład miałem przyjemność wlecieć w opad ice pellets, czyli małych przeźroczystych kulek lodu. Ciekawe doświadczenie: widzialność drastycznie spada, pojawiają się interesujące efekty akustyczne, a lód zaczyna błyskawicznie kleić się do samolotu, co oczywiście najlepiej widać na czarnym ogumieniu. Jedyna rada: uciekać. Niestety podczas tej lekcji zmuszeni byliśmy latać wokół specyficznego punktu, zwykle więc to pogoda wybierała nas, a nie my ją.
Day 156 – solo night x/c
Czwartek, więc pojechałem na cotygodniowy grupowy wykład z zakresu bezpieczeństwa. Byłem jednak godzinę za wcześnie i szwędając się po szkole spotkałem Davida, który szykował się do nocnego lotu z innym uczniem na Seminolce. Zapytał mnie czy ja też się gdzieś wybieram. W sumie… czemu nie?
(oczywiście polecam w HD)
Day 105 – long solo xc
Chciałem zacząć ten wpis czymś innym niż dyskusją o pogodzie, ale z której strony nie próbowałbym ugryźć tematu, to sprawa pogody powraca. Jak wspominałem ostatnio, minimalny pułap chmur na tym etapie szkolenia wynosi 3000 stóp. Od rana było słabo, broken na 2000-2500 stóp, ale tuż przed moim planowanym startem wszystkie METARy były już OK, ukazując zwykle scattered (czyli 3-4/8 pokrycia nieba) na 2500 ft. No to lecim! Na zdjęciu Hillsboro Airport po starcie.