Na dziś zaplanowany miałem egzamin, ale jak to zwykle bywa, plany się trochę rozjechały. Żeby w ogóle przystąpić do zdawania muszę mieć w logbooku 3 godziny lotu z instruktorem w czasie ostatnich dwóch miesięcy. Brakuje mi 0.6h, poza tym nie łudźmy się, nie ma co oczekiwać pozytywnego wyniku jeśli nie latało się od miesiąca. Tylko jak tu cokolwiek poćwiczyć, gdy pogoda zaatakowała nas śniegiem?
Archiwa kategorii: Życie w USA
Day 423 – Welcome to Hillsboro
Ostatni dzień w Nowym Jorku był dość leniwy. Znów śniadanie w La Boulangerie, później shopping (swoją drogą, t-shirt z Polski aktywował system antykradzieżowy w jednym ze sklepów i miałem przyjemność odwiedzić specjalny pokój z ławką wyposażoną w kajdanki). Z resztą niewiele da się robić, gdy na ulicy wiatr dochodzi do 42 węzłów (ponad 75 km/h), a już na pewno nie odbyć zaplanowną wycieczkę kolejką linową na Roosevelt Island. Wieczorem pożegnałem się z Beatą, Zbyszkiem i Olivierem (jeszcze raz dzięki za gościnę!). O 19:30 byłem na JFK i po krótkiej przepychance z agentem TSA (Goiabada w podręcznym mogła być przecież bombą) wsiadłem do A320 JetBlue w rejsie do Portland, Oregon.
Day 420 – powrót, czyli NYC
Jak to mawiają, święta święta i po świętach. Wszystko co dobre kiedyś się kończy i trzeba było znów spakować walizki, pożegnać się z tysiącem osób i wyruszyć w kolejną podróż za ocean.
Day 419 – Kraków
Wyznaczenie terminu egzaminu na CFI zwykle trwa tydzień albo dwa. Cierpliwie czekałem więc na telefon z FAA, ale gdy po 15 dniach nadal byłem bez jakiejkolwiek informacji zacząłem się niepokoić. Poszedłem do Chrisa (szefa instruktorów) i poprosiłem go, aby sprawdził o co chodzi. Następnego dnia wszystko stało się jasne: faks z moim zgłoszeniem do FAA dotarł, ale co się z nim później stało, nikt już nie wie. „Zaginął”, a w raz z nim moje szanse na egzamin w tym roku, bo 19 grudnia wracam na święta do Polski.
Day 368 – Halloween
O 12.00 wciąż nad lotniskiem unosiła się mgła i lot dual z Davidem musiałem odwołać. Z resztą było mi to nawet na rękę, bo po poprzedniej nocy byłem trochę zmęczony i mogłem się chwilę dłużej przespać. Popołudniu pojechałem jednak na lotnisko, gdzie odbywało się „Airport Open House”, co tak naprawdę oznaczało kilka stoisk, m.in. naszej szkoły, lokalnych modelarzy, straży pożarnej, ekipy która mierzy hałas wokół lotnisk, itp. Można było wybrać się na autobusową wycieczkę po lotnisku, ale event skierowany był raczej do małych dzieci. Jedyne co interesujące, to US Customs and Border Protection przyjechało wielkim, wartym 3 miliony dolarów wozem do prześwietlania cieżarówek, który można było sobie pooglądać z bardzo bliska.
Po 15.00 zaczęło się trochę wypogadzać, tak więc wziąłem samolot i wybrałem się na krótką przejażdżkę. Słońce było już nisko nad horyzontem, w dodatku poniżej chmur (2000 ft) utrzymywało się lekkie zamglenie, więc lecąc do West Practice Area nie widziałem kompletnie nic. Dobrze, że chociaż PCAS obserwował niebo…
Day 354 – panie doktorze…
Po ubezpieczeniach samochodowych i systemie bankowymi przyszła pora na pierwsze doświadczenie z kolejnym elementem życia w USA. Tajemnicza wysypka zmobilizowała mnie do sprawdzenia jak działa miejscowy system opieki medycznej.
Day 348 – wybory
Tak proszę Państwa, zagranica też głosuje w wyborach parlamentarnych, ba, nawet w Portland, Oregon jest polska komisja wyborcza! Wystarczyło wysłać wcześniej maila do konsulatu w Los Angeles i tym sposobem stałem się jedną z 48 osób uprawnionych do głosowania w tym okręgu.
Day 334 – Polski Festiwal
Krakowiaczek jeden, miał koników siedem… Co roku, w ostatni weekend września odbywa się Portland Polish Festival. Jak się pewnie domyślacie, na imprezie z pierogami i kiełbasą nie mogło zabraknąć i mnie!
Day 299 – Oregon Air Show 2011
Zgodnie z obietnicą, relacja z tegorocznych pokazów lotniczych w Hillsboro. (film w HD)
Day 298 – airshow grill
Wczoraj rozpoczął się coroczny Oregon International Air Show. Przyleciało mnóstwo fajnych samolotów, od południa obowiązywał nad lotniskiem TFR (Temporary Flight Restriction) i zaczęły się próby. W tym samym czasie mieliśmy naszego piątkowego grilla. To był mega grill, bo przyszli po prostu wszyscy, łącznie z osobami towarzyszącymi. Na szczęście szkoła zadbała o stoliki i krzesła oraz dystrybutor do napojów. Oglądanie akrobacji z pierwszego rzędu z hamburgerem w ręku – bezcenne.