Day 298 – airshow grill

Wczoraj rozpoczął się coroczny Oregon International Air Show. Przyleciało mnóstwo fajnych samolotów, od południa obowiązywał nad lotniskiem TFR (Temporary Flight Restriction) i zaczęły się próby. W tym samym czasie mieliśmy naszego piątkowego grilla. To był mega grill, bo przyszli po prostu wszyscy, łącznie z osobami towarzyszącymi. Na szczęście szkoła zadbała o stoliki i krzesła oraz dystrybutor do napojów. Oglądanie akrobacji z pierwszego rzędu z hamburgerem w ręku – bezcenne.

Czytaj dalej

Day 293 – na finiszu

Kolejne kilka dni i kolejne godziny w logbooku. Szkolenie do zawodowej na finiszu. 12 sierpnia jeszcze mała odskocznia w postaci lotu lokalnego na N2227H, czyli PA-44 w wersji „limo” (pseudoskóra!). 0.7h na przyrządach, w tym dwa podejścia z symulowaną awarią silnika: ILS 22 w McMinnville i RNAV 12 w Hillsboro.

Tego samego dnia półtoragodzinny lot solo na 172RG. Najpierw chwila oczekiwania na start za dwiema przemiłymi Japonkami lecącymi do Corvallis.

DSC05532.JPG Czytaj dalej

Day 283 – Vmc demo

Lot powrotny do Portland był spokojny i mimo trafienia na middle seat w 737 udało mi się trochę drzemnąć. Obudził mnie zapach kawy i wschód słońca za oknem. Na horyzoncie oprócz pomarańczowych barw zauważyłem cień dużej góry. Rainier, a więc mijamy właśnie Seattle. Zaczęliśmy zniżanie, a ja co chwilę zerkałem na ciemną jeszcze ziemię i rozpoznawałem kolejne lotniska po biało-zielonych beaconach. Olympia, Centralia, Kelso, jeszcze tylko Scappoose i jesteśmy w domu. Prawie w domu, bo z PDX muszę jeszcze dostać się do Hillsboro.

Czytaj dalej

Day 281 – pożegnanie z Alaską

Wszystko co dobre kiedyś się kończy i nie inaczej było z moimi tygodniowymi wakacjami. Początkowo zakładałem wylatać na Alasce 10 godzin, ale pogoda trochę popsuła mi ten plan. Po 5 dniach słońca przyszedł deszcz i silny wiatr, bez perspektyw na szybką poprawę. Dlatego postanowiłem zostać przy 9.2h w logbooku i zamiast siedzieć w drewnianej chatce w Moose Pass wrócić na ostanie dwa dni do Anchorage.

DSC05410.JPG

Czytaj dalej

Day 275 – Alaska

Na Alasce wylądowałem tuż po północy. Na zewnątrz było jeszcze całkiem jasno, w końcu z Anchorage już nie tak daleko do koła podbiegunowego. Taksówką dostałem się do hostelu i wreszcie mogłem się przespać w pozycji leżącej. Nie za długo, bo o 7 rano miałem autobus. Wcześniej jednak, dokładnie o 6:00, udało mi się doświadczyć trzesienia ziemi o skali 5.3. Byłem akurat pod prysznicem, wciąż w półśnie, to też nie do końca zdawałem sobie sprawę że to z podłogą, z nie ze mną, jest coś nie w porządku.

DSC04915.JPG

Czytaj dalej

Day 274 – przesiadka w LA

O 6 rano jadłem już śniadanie w Starbucksie na PDX. Postanowiłem trochę odpocząć od Hillsboro i wybrać się na tygodniowe wakacje. Żeby było ciekawiej, bilet kupiłem z 11-godzinną przesiadką w Los Angeles. W sam raz żeby się trochę opalić przed dalszą podróżą. W Airbusie jetBlue pusto i mogę się trochę zdrzemnąć, ale to taka pół drzemka bo co chwilę otwieram oczy i kontroluję sytuację za oknem. Mijamy kolejne wulkany – Mt Jefferson, Three Sisters, Crater Lake, znajomą Shastę. Później kawałek równego terenu, charakterystyczne okrągłe uprawy, kolejne pasmo górskie i poranny stratus nad LA, o którym to wspominają w podręcznikach meteo.

DSC04749.JPG

Czytaj dalej

Day 273 – 911, what is your emergency?

Tak oto kończy się moja krótka przygoda z mieszkaniem w domu przy NE Hidden Creek Drive. Jak może pamiętacie, wprowadziłem się tam niecały miesiąc temu. Oprócz mnie, pokoje zajmowało dwóch Brazylijczyków ze szkoły i jeden Amerykanin, bez powiązań z Hillsboro Aviation. Jak się przez ten miesiąc okazało niezbyt fajny charakter, bezrobotny (wyrzucony z wypożyczalni filmów za… oglądanie meczu w telewizji), z dziwnymi znajomymi (starsi goście, którzy wpadali zapalić zioło w garażu albo nieletnie niezbyt urodziwe koleżanki, zachęcone kolorowymi napojami alkoholowo-energetycznymi w litrowych puszkach). W ciągu dnia zwykle grał w koszykówkę, poza weekendami kiedy odwiedziała go 2 i pół letnia córka.

Czytaj dalej

Day 247 – przeprowadzka

Rano latanie Skycatcherem, ale nie to będzie tematem tego wpisu. Dziś ostatni dzień czerwca i kończy mi się umowa najmu mieszkania w Portland. Od kilku tygodni zastanawiałem się co będę dalej robił i ostatecznie zdecydowałem się na przeprowadzkę do Hillsboro – bez długoterminowych kontaktów, blisko do szkoły i prawie o połowę taniej. Do przewiezienia towaru pożyczyłem sobie taką zgrabną cieżarówkę.

IMG_0296.JPG

Czytaj dalej