Day 22 – traffic

Przygotowujac samolot do lotu uznalem, ze mamy zbyt malo paliwa aby czuc sie komfortowo podczas 1,5-godzinnej lekcji. W takiej sytuacji sa dwa wyjscia: machamy do przejezdzajacej cysterny, albo uruchamimy w samolocie radio, ustawiamy czestotliwosc UNICOMu i wolamy „Line Service, 89312, request fuel, thank you”. Po chwili ktos podjedzie, zaleje obydwa zbiorniki do pelna i jeszcze umyje przednia szybe :)

Pracownik obsługi liniowej myje szybę w Cessnie 152 w Hillsboro Aviation

Oczywiscie na innych lotniskach nie ma szkolnej osblugi i pilot sobie normalnie tankuje paliwo sam. Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt ze w Oregonie nie wolno samodzielnie zatankowac na stacji wlasnego samochodu! Roznie to tlumacza, ze stymuluja w ten sposob gospodarke, albo ze jest to dla bezpieczenstwa, bo kierowcy nie zostali przeszkoleni w obchodzeniu sie z substancjami latwopalnymi. W mojej ocenie jednak chodzi jak zwykle o lenistwo, ot taki Oregonczyk nie musi nawet wysiadac z samochodu, wystawia przez szybe karte platnicza i mowi „fill up, regular”.

Lot zaczelismy od startu w kierunku West Practice Area. Byly juz tam inne samoloty, ale jednego nie moglismy zlokalizowac, mimo ze slyszelismy go przez radio. Niebezpiecznie byloby zaczynac jakiekolwiek manewry bez upewnienia sie, ze z nikim sie nie zderzymy. Latajac w Polsce nigdy nie moglem sobie wyobrazic jak dwa samoloty moga sie zespawac w powietrzu, ale tutaj nie trzeba miec bujnej wyobrazni – statkow powietrznych jest czasami tyle, ze zastanawiam sie dlaczego codziennie nie mamy mid-air collision.

Zrobilismy wiec dwa clearing turns, czyli zakrety o 90 stopni najpierw w jedna, a nastepnie w druga strone. Odnalezlismy szukany samolot i moglismy przystapic do slepaka, ktory w miejscowym wydaniu nazywa sie „under the hood”, bo od okularow popularniejsze (i tansze) sa plastikowe „kapelusze”, ograniczajace widocznosc do samej tablicy przyrzadow. Zaczelismy od lotu po prostej, pozniej znizanie, kilka zakretow, wznoszenie, zakrety, slow flight. Musze sie pochwalic, ale bylem zaskoczony jak dobrze mi to dzis szlo. Nie cwiczylem slepakow od poltorej roku, a trzymalem kurs, wysokosc i predkosc jakbym robil to codzienne. Ciesze sie bardzo, bo bez oswojenia z tym cwiczeniem nie ma co nawet zaczynac szkolenia do Instrument Rating.

Po zdjeciu hooda, David przejal na chwile stery zebym mogl popatrzyc sobie przez okno. Niestety nie mialem pod reka aparatu, ale Google dosc wiernie odtwarza ten obraz.

Dom w Boeingu 727 w stanie Oregon

Tak, to jest Boeing 727-200 zaparkowany miedzy drzewami. W duzym skrocie, jakis pan kupil go kilka lat temu za $100k, drugie $100k wydal na przetransportowanie i postawienie go na dzialce i teraz sobie w nim mieszka. A przynajmniej stara sie urzadzic w srodku przytulny kacik. Byc moze uda mi sie tam kiedys podjechac i pozwiedzac, ale jesli juz teraz jestescie zainteresowani, to projekt ma swoja strone internetowa.

Wracajac do bazy okazalo sie, ze z powodu nowego kierunku wiatru zmienil sie pas startowy w uzyciu. Dla ulatwienia zalaczam mapke naszego lotniska (i ciekawostka dla wiedzacych o co chodzi – zwroccie uwage na deklinacje magnetyczna).

Schemat lotniska w Hillsboro, Oregon

Mielismy teraz ladowac na kierunku 20. Czy to znaczy ze caly ruch odbywal sie np. po lewym kregu do 20? Oczywiscie ze nie, bo nie starczyloby dla wszystkich chetnych miejsca. Z takim gaszczem samolotow to jeszcze nigdy nie mialem do czynienia. Dwa kregi do 20 (lewy i prawy), na kazdym po kilka samolotow, do tego bizjety ladujace z visuala na 30 i po ILSie na przeciwnym 12. Ponizej nas helikoptery i pare samolotow gotowych do startu z 30. Nad wszystkim stara sie zapanowac wieza i po kolei wszystkich ustawia, ale co chwile slychac „N12345, execute missed approach”, „N12345, yyy… disregard” i moje ulubione „N12345, turn base runway 20” a po sekundzie „N12345, change of plans, extend downwind…”. Zdarzylo sie nawet, ze podczas jednego podejscia dostalismy zgode na ladowanie na dwoch pasach jednoczesnie! Trzeba przy tym pamietac, ze ATC w przestrzeni D zapewnia tylko sequencing i separacje na ziemi, a za separacje w powietrzu odpowiada pilot.

Trudno mi sie bylo momentami polapac o co chodzi i cale szczescie ze wciaz to moj instruktor zajmuje sie komuniakcja radiowa. Ja staralem sie tylko leciec i miec oczy dookola glowy, bo podczas kilku trenigowych touch’n’go mialem przyjemnosc podchodzic do ladowania, kiedy z przeciwka na tym samym pasie ladowal Embraer 135 (a ja staralem sie leciec najwolniej jak moge, zeby tamten zdazyl wyhamowac i zwolnic pas zanim ja dotre do „klawiatury”) albo przecinac na downwindzie do 20 os pasa 30, na ktorego prostej w odleglosci niecalej mili byl inny odrzutowiec. Pelna moc byle tylko uciec przed zblizajacymi sie reflektorami…

7 komentarzy do wpisu “Day 22 – traffic

  1. co do B727:
    straszne

    co do ATC:
    niezly bajzel.
    jak oceniasz ogarniecie tego w niedalekiej przyszlosci ?

    no i jak sie spisuja Zulu w praniu ?

    …do poprzednich wpisow…

    o niskim lataniu:
    ‚Speed is life, altitude is life insurance’

    o nowym mieszkanku:
    do jakich kosztow uda Ci sie zejsc
    (jak pamietam Spajki wspominal o 500 za sensowne, ale to bylo LA)

    ps:
    widze, ze pogoda w HIO sie …ustabilizowala :-/

    pps:
    czy Ty albo ktorys ze studentow wybiera sie na http://www.aopa.org/summit/
    (bo mialbym mala prosbe o przyjrzenie sie http://www.lbflying.com)

  2. @JW – no niestety, ale mialbys za to zadanie rozgladac sie za innym ruchem :)

    @tom_fed – widze po sobie, ze ogarnianie sytuacji przychodzi mi coraz lepiej z kazdym kolejnym lotem, choc jeszcze nie czuje sie pewnie; komunikacja to osobna rzecz, Tower latwo zrozumiec, ale jak Chinczyki zaczynaja nawijac, to czasami ani slowa nie zrozumiem poza znakami samolotu

    Zulu sa wygodne, bardzo komfortowe (zapominasz ze masz na glowie sluchawki) i ciche, a co najwazniejsze, bardzo wyraznie slychac transmisje. W 152 troche niewygodny jest kabel z bateriami i regulacja, plata sie po podlodze, no ale to chyba bolaczka kazdych ANR-ow w ciasnym samolocie.

    Ponizej 500 z wlasna lazienka to sensowna kwota, 425 z dzielona.

    Pogoda w HIO zmienia sie co 15 minut, z deszczu w slonce, w deszcz i znowu w slonce. Nierzadko widze przez okno blekitne niebo, a leje :)

    Do Long Beach w tym terminie na pewno sie nie wybieram, jesli cos mi sie obije o uszy to przekaze prosbe.

  3. co do ‚Chinczykow’:
    przegladajac galerie ktorejs ze szkol w SoCal,
    zauwazylem ze 99% studentow to:
    Middle East+Indie+Chiny

    ps:
    jak oni sie w ogole spisuja?
    daja rade czy …

  4. @tom_fed – mysle, ze na zachodnie wybrzeze maja po prostu blizej, poza tym europejczykow kusi zwykle Floryda

    U nas na samolotach glownie szkola sie Chinczycy, oprocz tego troche Norwegow, Japonczykow, kilku Amerykanow i pozostale pojedyncze przypadki z innych krajow. Jak sobie radza Chinczycy? Calkiem dobrze, duzo sie ucza, nie traktuja szkolenia jako szkolenia, tylko jako prace. Najgorzej u nich z angielskim, tu instruktorzy musza czasem wykazac sie duza cierpliwoscia… Pewna grupe stanowia Chinczycy z Tajwanu, ktorzy przyjezdzaja tu na wlasna reke i oni sa zdecydowanie lepiej przygotowani jezykowo i ogolnie obyci ze swiatem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *