Day 33 – Seattle

Dzień zacząłem wcześnie, bo plan był dość napięty. W zasadzie już na starcie byłem spóźniony, więc po drodze błyskawicznie złapałem kanapkę w Subwayu i zjadłem ją po drodze do pierwszego punktu na liście, czyli fabryki Boeinga w Everett. Mieści się ona przy lotnisku Paine Field w największym, pod względem kubatury, budynku świata (ponad 13 milionów m³). Już z autostrady widać charakterystyczną niebieską ścianę, za która składane są wielkie odrzutowce (tu zdjęcie lotnicze z Wikipedii).

Fabryka Boeinga w Everett, Washington

Zaparkowałem przed muzeum Future of Flight i pobiegłem do środka kupić bilet. Pomimo 5-minutowego spóźnienia udało mi się jeszcze dostać na „wycieczkę” o 9 am. Zrobiłem też zdjęcie kawiarenki, gdzie wiszą banery linii lotniczych, które jako pierwsze otrzymają najnowszy model z tej fabryki, czyli 787 Dreamliner. Oczywiście nie zabrakło LOT-u.

Muzeum przy fabryce Boeinga w Everett, Washington

Kawiarnia w muzeum przy fabryce Boeinga

Baner przedstawiający Dreamlinera LOTu w kawiarence w muzeum przy fabryce Boeinga

Z tarasu widokowego można rzucić okiem na okolicę. Od lewej fabryka, dwa Dreamlinery dla ANA, dwa Dreamliftery (zmodyfikowane 747 służące do przewozu części kadłuba Dreamlinerów) i kolejne 787, tym razem dla JAL-u i Maroka.

Fabryka Boeinga w Everett

Boeing Dreamlifter

Boeingi 787 czekające na loty testowe

Nasza wycieczka była dość nieliczna, kilkanaście osób. Przywitała nas pani przewodnik, wsiedliśmy do autobusu i wyruszyliśmy w kierunku fabryki. W międzyczasie dowiedzieliśmy się o historii firmy, a po dotarciu na drugą stronę lotniska, przewodniczka zaczęła mówić o samej fabryce, mijanych budynkach i samolotach. Mnóstwo ciekawostek, np. że zmiany kończą i zaczynają się w odstępach 6-minutowych, aby 30000 pracowników nie zakorkowało autostrady, albo że miejsca parkingowe przy wrotach fabryki należą się dopiero po 25 latach pracy.

Następnie autobus podjechał pod niebieską ścianę, która ma wysokość 11 pięter i robi wrażenie, gdy się przy niej stoi. Zobaczcie na pierwszym zdjęciu jak małe są zaparkowane samochody! Za przewodniczką weszliśmy do jednego z tuneli technicznych, którymi można dostać się do wielkiej windy o uźwigu 10t (bo jeżdżą nią też części), a windą na jeden z tarasów widokowych tuż pod dachem budynku. Niestety na teren fabryki zabronione jest wnoszenie jakiejkolwiek elektroniki, więc i aparatów fotograficznych. Poniższe zdjęcia pochodzą ze strony Boeinga oraz Flickra Deana Forbesa.

Z pierwszego tarasu obserować można dwa bay’e, w których montowane są 747. Jest to najstarsza część fabryki (z końca lat 60-tych) i pierwsza linia montażowa, tzw. statyczna. Na kolejnych stanowiskach pracownicy zajmują się poszczególnymi fragmentami samolotu, nosem wraz z kokpitem, skrzydłami, ogonem. Następnie wszystkie elementy transportuje się sufitowymi suwnicami i łączy w jedną całość. Dalej zostaje montaż okablowania i wnętrza, a na koniec podwieszenie silników.

Nos Boienga 747 podczas montażu w fabryce w Everett

Montaż skrzydła do kadłuba Boienga 747 w fabryce w Everett

Boeing 747 na montażu końcowym w fabryce w Everett

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to porządek i względna cisza panująca w środku. Czuć też bardzo charakterystyczny zapach. Pracownicy spokojnym tempem wykonują czynności na swoich stanowiskach montażowych, mają mnóstwo narzędzi i trzykołowe rowery, gdyby potrzebowali się przemieszczać pomiędzy bay’ami. Przewodniczka dokładnie wytłumaczyła nam co i gdzie się składa, jak wygląda cały proces, odpowiadała chętnie na pytania i znów podzieliła się wieloma ciekawostkami, np. tym że początkowo budynek nie miał zbyt dobrej wentylacji i w środku wytworzył się specyficzny mikroklimat – para wodna skraplała się pod sufitem w postaci chmurek, z których padał deszcz.

Następnie wróciliśmy do autobusu, podjechaliśmy pod kolejny tunel i windą na drugi taras widokowy. Teraz mieliśmy okazję przyjrzeć się nowszej linii montażowej, w której samoloty od początku składane są w całości i przesuwają się co pewien czas do przodu na kolejne stanowiska. W jednym bay’u montowane były cztery 777 (dla Air France i Air India). W drugim powstawały cztery 787 Dreamlinery (numery 25-28, dwa pierwsze dla JAL-u). Tu przewodniczka znów poświęciła sporo czasu na wytłumaczenie nam różnic w procesie produkcji tego modelu, który w większości zbudowany jest z materiałów kompozytowych. Kadłub przylatuje Dreamlifterami w kilku częściach, a następnie składany jest tu w Everett. Cały montaż trwa jedynie 3 dni! I patrząc z góry jest znacznie mniej skomplikowany od innych modeli, mniej pracowników, mniej narzędzi, dźwigów, struktur wspierających.

Usłyszeliśmy kolejne ciekawostki, m.in. o tym że na terenie obiektu jest prywatna straż pożarna, centrum medyczne, 3 siłownie, 19 restauracji i 7 kawiarni. Te ostatnie mają nawet szyldy i tak np. w bay’u 777 jest „Twin Aisle Cafe”, a przy 787 „Dreamliner Diner”.

Linia montażowa Boiengów 777 w fabryce w Everett

Linia montażowa Boeinga 787 w fabryce w Everett

"Dreamliner Diner" w fabryce Boeinga w Everett

Po „czasie wolnym” na obserwację fabrycznego życia wróciliśmy do autobusu, który zawiózł nas z powrotem do muzeum. Po drodze musieliśmy się zatrzymać i przepuścić wielki wózek z częściami kokpitową i ogonową kadłuba kolejnego 787, które zostały wyładowane z Dreamliftera. Że też nie wolno było mieć aparatu!

Wycieczka trwała ok. półtorej godziny, kosztowała $15.50 i była warta każdego centa! Nie na codzień ma się okazje widzieć jak montowane są samoloty, które będą przez następne kilkanaście (albo i więcej) lat przewozić pasażerów po całym świecie. Kto wie, może i mnie będzie dane lecieć którymś z nich, albo nawet siedzieć za sterami?

Nie miałem zbyt wiele czasu na dokładne zwiedzenie muzeum przyległego do fabryki, ale zapoznałem się z kilkoma eksponatami. M.in. kawałkiem „plastikowego” poszycia Dreamlinera, potężnym silnikiem GE90 oraz bardzo rzadkim Beechcraftem 2000 Starship. Oprócz nich przedstawiona była właściwie cała historia lotów pasażerskich od pierwszych samolotów odrzutowych po czasy współczesne, no i oczywiście Dreamlinera, jako spełnienie wszelkich marzeń o lataniu (w końcu to muzeum Boieinga, więc trochę marketingu nie zaszkodzi).

Fragment kompozytowego kadłuba Boienga 787

Silnik GE90

Beechcraft 2000 Starship

Kolejnym punktem na mojej liście było zwiedzanie downtown, czyli centrum Seattle. Każdy chyba kojarzy najbardziej charakterystyczną budowlę tego miasta, czyli Space Needle – wieżę mającą 184 metry wysokości, wybudowaną w 62 roku, z obrotowym tarasem widokowym i restauracją. Z kilku powodów postanowiłem jednak nie pchać się na górę, po pierwsze 184 metry to nie tak znowu wysoko, po drugie byłem już w tym roku na wieży telewizyjnej w Wilnie, która jest co prawda paskudna, ale też ma obrotową restaurację, po trzecie nie miałem na tyle czasu aby stać w kolejce do windy, a po czwarte szkoda mi było $18. Myślę, że ten landmark zostawię sobie na kolejną wizytę w Seattle.

4 komentarzy do wpisu “Day 33 – Seattle

  1. Małe sprostowanie, w Polsce jest już otwartych 6 punktów Starbucks-a. W tym jeden mamy już od początku października otwarty w Galerii Krakowskiej :) Kolejki są masakryczne.. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *