Day 557 – Miłoś Family

Przyjazd na szkolenie do Hillsboro był moim pierwszym kontaktem z USA. Jako dziecko zwiedziłem z rodziną dużą część Europy, ale nigdy nie udało nam się wydostać poza Kontynent. W tym roku rodzice zdecydowali się w końcu wybrać w podróż przez Atlantyk, a że z Nowego Jorku do Oregonu już bliżej niż dalej, to i do mnie wpadli z wizytą.

DSC00468.JPG

Na zachodnie wybrzeże przyjechali tylko na 3 dni, więc plan mieliśmy dość napięty. Pierwszego dnia chciałem skorzystać z dobrej pogody i zabrać rodziców na przelot. Mieliśmy pojawić się na lotnisku rano, ale niestety ktoś na „moim” samolocie postanowił zdawać egzamin (a egzaminy mają pierwszeństwo nad wszystkimi innymi blokami) i Cessnę mogliśmy dostać dopiero popołudniu.

Pokazałem więc rodzicom Hillsboro i okolicę – pojeździliśmy trochę oglądając amerykańską wieś, przeszliśmy się po paru sklepach, a na koniec wpadliśmy do mojego mieszkania na małą przekąskę. Około 4-tej pojechaliśmy oglądać lotnisko i szkołę, a w międzyczasie wrócił nasz samolot. Szybki preflight, weight and balance (zabieramy jeszcze dodatkową pasażerkę i musimy ograniczyć się z paliwem żeby pozostać poniżej maksymalnej masy startowej) i już startujemy.

DSC00473.JPG

Planowo chciałem wybrać się na zachód w kierunku Tillamooka, przelecieć wzdłuż wybrzeża do Astorii, podążyć w dół rzeki Columbia na wschód do Kelso i odbić prosto na północ aż do Seattle. Z powietrza okazało się, że całe wybrzeże pokryte jest niskimi (2000 stóp) chmurami. Oczywiście, moglibyśmy zniżyć się do TMK w locie IFR, ale jaki sens ma lot widokowy w chmurach?

DSC00475.JPG

Pokręciliśmy się więc wokół Hagg Lake i odbiliśmy na północ. Niestety nad Portland zaczęła rozwijać się chmura burzowa i nie bardzo mieliśmy szansę na powrót. Polecieliśmy więc nad zalesionymi górkami Coast Range do Vernonii, a dalej zachowując dość małą seprarację między terenem i rozwijającymi się chmurami, prześlizgnęliśmy nad Columbię w okolicach Scappoose. Chmury przycisnęły nas do rzeki na tyle, że musieliśmy zejść poniżej 2000 ft. Wielki to komfort lecieć samolotem wyposażonym do IFR – gdyby nagle zaczęło się robić nieprzyjemnie, zawsze możemy porozumieć się z Approach i poprosić o IFR clearance. Nie było to na szczęście konieczne, bo nad Kelso niebo zrobiło się zupełnie czyste i mogliśmy wejść na bardziej sensowną wysokość. Mijamy Chehalis, Olympię i już zniżamy się nad Pugetem.

DSC00484.JPG

Kilka minut później mijamy wyspę Vashon i zakręcamy w prawo w kierunku Boeing Field. Od tego momentu sterile cockpit, 100 stóp nad nami zaczyna się przestrzeń Bravo lotniska Sea-Tac, nad głowami co chwilę przelatują B737 Alaska Airlines, a w dodatku lądujemy na pasie 13R równolegle z inną Cessną 172. Muszę przyznać że pierwszy raz leciałem tak blisko innego samolotu – na prostej byliśmy skrzydło w skrzydło, a pasy 13L i 13R dzieli mniej niż 70 metrów. Za oknem Seattle.

DSC00491.JPG

Lądujemy z kilkunastoma węzłami bocznego wiatru i zjeżdżamy w drogę kołowania. Parkujemy przed Galvinem w otoczeniu kilku większych i mniejszych odrzutowców i prosimy o paliwo oraz crew car. Jeden z Buicków właśnie wrócił z myjni i możemy wybrać się na przejażdżę do centrum miasta. Na Pike Place znajdujemy boliwijską knajpkę z tarasem, przyjemnie spędzając w niej wieczór.

DSC00495.JPG

Na lotnisko wróciliśmy już po zachodzie słońca. Nad miastem zaczęło coraz szybciej się chmurzyć i nie było już szans na lot w warunkach VFR. Szczerze przyznam, że trochę obawiałem się tej sytuacji, z kilku powodów. Nigdy wcześniej nie leciałem IFR w nocy. W dodatku nie miałem ze sobą żadnych map ani podejściówek w formie papierowej – postanowiłem przestawić się na iPadową aplikację Jeppesena. Poza tym nigdy nie wykonywałem procedury odlotu, której jedynym elementem jest „fly runway heading and expect radar vectors” – kilka lat temu jeden z naszych helikopterowych instruktorów coś pomieszał, uruchamiając TCASa w lądującym Airbusie. FAA zabrało mu nie tylko CFII, ale też Instrument Rating. Po czwarte obawiałem się, że ATC rzuci nas na 7000 stóp z temperaturą powietrza w okolicach zera. Jeśli spotkamy tam chmury możemy dostać się w rejon oblodzenia.

Moje obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione. SID z wektorami to chyba najłatwiejsza procedura z możliwych. Approach dał nam kilka headingów i wysokości, a po kilku minutach dostaliśmy instrukcję „fly direct Olympia VOR and resume own navigation on Victor 165, maintain 7000”. Na tej wysokości niebo było czyste, po drodze w okolicach 2000 i 3000 stóp przebiliśmy się przed kilka chmur, na tyle cienkich że było przez nie widać pomarańczowe światła miast. iPad sprawował się dobrze, choć korzystanie z niego nie jest tak wygodne jak z papierowych map (z drugiej strony nie musimy wozić ze sobą całej biblioteki, a wskaźnik aktualnej pozycji z GPSa na En-Route Chart poprawia ogólną orientację przestrzenną). Sam lot nocny był chyba łatwiejszy od lotów VFR, szczególnie że nasza Cessna miała w pełni oświetlony panel przyrządów. W Hillsboro METAR mówił o zachmurzeniu, ale w rzeczywistości nie było tak źle. Poprosiłem o ILS-a do 13, podczas zniżania otarliśmy się o kilka chmur na 4000, a dalsze podejście odbywało się już w VMC. Wylądowaliśmy kilka minut przed północą i od razu ruszyliśmy do spania.

Nazajutrz czekała nas kolejna wycieczka, tym razem samochodowa. Chciałem pokazać rodzicom piękno Oregonu, które chyba najlepiej widać kierując się na wschód od Portland w stronę kanionu rzeki Columbia.

DSC00512.JPG

W Troutdale zjechaliśmy z głównej Interstate 84 na boczną Historic US 30 i zatrzymaliśmy się przy wodospadzie Multnomah Falls.

DSC00525.jpg

Po krótkim spacerze kontunuowaliśmy podróż na wschód, aż do Hood River w którym byłem tydzień temu – tak mi się tam wtedy spodobało. Dziś było nawet piękniej, bo mimo chmur mogliśmy po jednej stronie miasteczka zobaczyć Mt Hood, a po drugiej Mt Rainier.

DSC00547.JPG

Wracając przejechaliśmy przez most w Cacade Locks na Waszyngtońską stronę rzeki. Planowałem zabrać rodziców na obiad do azjatyckiej restauracji w Vancouver, WA z bufetem all you can eat. Kilkanaście rodzajow sushi, inne owoce morza, dania chińskie, mongolski grill, desery…

DSC00559.JPG

W trzeci dzień postanowiliśmy udać się w przeciwną stronę – na zachód, czyli nad wybrzeże Pacyfiku. Z Hillsboro najszybciej, bo w godzinę i 15 minut, dojechać można do Seaside albo Cannon Beach. Wybraliśmy to drugie, urokliwe miasteczko.

DSC00585.JPG

Pogoda z początku nie zapowiadała się rewelacyjnie, ale później zaczeło się przejaśniać, choć oczywiście nie na tyle żeby ludzie rozkładali na plaży leżaki. Tu nawet w lecie jest stosunkowo chłodno, co nie znaczy że nie jest pięknie.

DSC00588.JPG

Powyżej Ecola State Park, poniżej Haystack Rock.

DSC00575.JPG

Późnym popołudniem wróciliśmy do Portland, zjedliśmy jeszcze po deserze i odwiozłem rodziców na samolot do Nowego Jorku. Miło było spędzić z nimi te 3-dniowe wakacje.

Dzięki za odwiedziny!

10 komentarzy do wpisu “Day 557 – Miłoś Family

  1. Jak zobaczyłem tytuł w moim rss feed to byłem przekonany, że małym bachorem chcesz się pochwalić:)

  2. No to Michale pierwszy lot pasażerski z VIP’ami masz za sobą. Teraz będzie z górki :) Świetna reporterka, opisy przelotu, rewelacyjna lektura. Szkoda, że pogoda trochę nie dopisała, ale „nic to” :)

  3. It was a pleasure meeting such a nice family! You’re one lucky man, Michał. :)

  4. Witam!
    Zacząłem kilka tygodni temu czytać tego bloga i muszę stwierdzić jedno: jest rewelacyjny! Piszesz świetnym językiem i robisz to raczej regularnie, dowiedziałem się bardzo dużo o szkoleniu PPL w Polsce (co najbardziej mnie ciekawiło, al później okazało się, że ciekawie jest do samego ‚końca’), część o szkoleniu na Alasce też była wyjątkowo genialna ;)
    Czekam niecierpliwie teraz na kolejne wpisy i oczywiście powodzenia!
    Aha, jeszcze jedno – przez tego bloga ledwo fizykę zaliczyłem – książki leżały obok a ja ciągle nie mogłem oderwać wzroku od kolejnych dni ;)
    Pozdrawiam,
    Paweł Zięba

  5. To w trosce o egzaminy, zaliczenia, życie rodzinne i nasze etaty Michał rozsądnie dawkuje nam nowe wpisy… :) Chwała mu za to, ale niech nie przesadza z tym dawkowaniem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *