Day 690 – Nowy Jork i powrót

Z Portland wylecieliśmy we wtorek wieczorem. Pobudka w Chicago w środę o poranku i przesiadka na samolot do Nowego Jorku, gdzie planujemy zostać do soboty. Kilka minut po 9 lądujemy na LGA, gdzie czeka już Beata i zawozi nas prosto na śniadanie do bulanżerii na Forest Hills. Beata i Zbyszek są jak zwykle wspaniałymi gospodarzami w Nowym Jorku – zorganizowali nam nawet osobne mieszkanie u jednego z ich sąsiadów.

DSC08641.JPG

Te kilka dni było okazją do odpoczynku po wykańczającym ostatnim tygodniu w Hillsboro, a przy okazji do spędzenia czasu ze znajomymi i odwiedzin ulubionych miejsc. Kalyne nie była nigdy wcześniej na Manhattanie, musieliśmy więc zahaczyć o kilka obowiązkowych landmarków. Chcieliśmy też zrobić dla niej zakupy na zbliżającą się polską zimę, ale mimo szczerych chęci żadnych sensownych kurtek nie udało nam się znaleźć.

DSC08618.jpg

Czas spędzony wspólnie w NYC był też dla nas szczególnie ważny ze względu na zbliżającą się krótką rozłąkę. Ja na sobotę miałem zaplanowany lot do Krakowa, a Kalyne leci na ostatnie 3 tygodnie do Portland, po których kończy pobyt w Stanach i wraca do domu w Brazylii. Na szczęście tylko na 2 miesiące – po świętach Bożego Narodzenia przylatuje już do Polski.

DSC08642.JPG

* * *

W sobotę Beata odwiozła nas na JFK, skąd oboje z Kalyne mieliśmy swoje loty. Planowo powinienem był wracać Lufthansą, ale powrotną część biletu kupiłem na 27 września, a infolinia LH za nic nie chciała zmienić mojej rezerwacji na późniejszą datę. Musiałem więc kupić osobny bilet w jedną stronę, a bilety takie kosztują u większości przewoźników więcej, niż „tam i z powrotem”. Na szczęście znalazłem rozsądną ofertę Aerofłotu (ok. $500), który od jakiegoś czasu lata bezpośrednio z Moskwy do Krakowa.

IMG_1001.JPG

Lot do Moskwy był całkiem przyjemny, samolot (Airbus A330) świeży i gdyby nie fakt, że niektórzy pasażerowie na dzień dobry zamawiali po 4 buteleczki wódki nigdy bym się nie domyślił, że lecę rosyjskimi liniami. Miałem też mówiącą po angielsku sąsiadkę z dalekiej Syberii, więc ostatnią godzinę podróży spędziłem na ciekawej konwersacji. Lotnisko w Moskwie (Szeremietiewo) nie było już tak fajne, szczególnie że chciałem w jakiś sposób dostać się do internetu. Było sporo kiosków, ale nie byłem w stanie zrozumieć jak się z nich korzysta, a żeby połączyć się przez WiFi trzeba mieć chyba specjalne abonamenty. Lot do Krakowa odbywał się na pokładzie nowego rosyjskiego regionalnego odrzutowca – Sukhoja Superjet. Samolot jest całkiem OK, jedynie fotele wyglądają jakby wyjęto je ze starego PKS-a…

Tak oto po dwóch latach zakończyła się moja przygoda z USA. Podziękowania jak zwykle dla Beaty i Zbyszka za gościnność, pomoc, mieszkanie i wspaniałe jedzenie!

3 komentarzy do wpisu “Day 690 – Nowy Jork i powrót

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *