Dzień 10 – pierwsze solo

Niektórzy mówią, że pierwszy samodzielny lot to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu każdego lotnika. 13 maja 2009 z nalotem 11 godzin i 54 minut przeszedłem swoją inicjację. Jak to zwykle bywa, dzień zapowiadał się całkowicie normalnie i nic nie wskazywało na to, że ta chwila nastąpi właśnie dziś.

Cessna 172 SP-GGB startuje z lotniska w Kaniowie

Przyjechałem do Kaniowa dość późno, bo o 17:30. Po szybkim wypełnieniu papierków, sprawdzeniu samolotu i paliwa, przystąpiliśmy do lotów. Na początek zrobiliśmy trzy kręgi i trzy poprawne lądowania. Następnie Pan Marian nakazał lot do Bielska celem zabrania na pokład innego instruktora, który ma sprawdzić jak to zostałem do tej pory wyszkolony. Niestety Pan Marian kłamać nie potrafi i w momencie kiedy powiedział „żebym się postarał, bo od tego zależy jego dalsza praca” to już wiedziałem doskonale co się święci.

Starałem się jednak o tym myśleć. Przecież taki lot egzaminacyjny nie oznacza w cale, że dzisiaj zasiądę sam i tylko sam za sterami samolotu. Poza tym mogę zrobić przy egzaminującym mnie instruktorze jakąś głupotę i moje solo będzie musiało trochę poczekać. Polecieliśmy zatem na EPBA, lot oczywiście bardzo krótki, ledwo człowiek zdąży pogadać z Kraków Info, a już trzeba się przełącząć na Bielsko Radio 122,2 MHz. Wejście do drugiego zakrętu, prosta z wiatrem i znów lekki szok spowodowany ruchem w powietrzu, jakiś samolot przelatuje w poprzek pasa, nademną dwa szybowce, jeden śmigłowiec ćwiczy autorotację (lądowanie po przerwaniu pracy silnika), drugi zgłasza się gdzieś nad dwupasmówką… Dla mnie przyzwyczajonego do spokojnych warunków kaniowskich, gdzie parę razy na dobę pojawi się jakiś samolot, ale generalnie zawsze jestem jedynką do lądowania, to istny chaos. Gały co chwilę to na lewo to na prawo żeby się z niczym nie zderzyć, trzeci zakręt, zniżanie, czwarty i krótka prosta. Trzymam kurs kierunku pasa 07, celuję możliwie jak najbliżej początku trawy, przy okazji omijając rowerzystę i ludzi z wielkim latawcem. Mała pomoc Pana Mariana przy wyrównaniu (brak u mnie jeszcze umiejętności oceny wysokości na trawie) i nasza Cessna podskakuje ze wszystkie strony na bielskiej łące.

Kołujemy pod hangar, a tam już czeka mój dzisiejszy pasażer, Pan Grzegorz Hynek. W czasie kiedy ja chowam torbę do bagażnika i obchdzę dookoła samolot (a nuż znajdę jakąś usterkę i wrócimy spokojnie do Kaniowa samochodem?) grono instruktorskie robi krótką naradę, małżonka Pana Hynka również z nami poleci i już wsiada na tylną kanapę, obok niej pakuje się Pan Marian, ja również zapinam pasy, zamykam drzwi i obserwuję jak obok mnie zasiada obcy mi instruktor.

„Od śmigła”, kołowanie, ustawiamy się na pasie, szybki power check i pełen gaz. Samolot powoli rozpędza się na zielonej trawce, żwawo podskakując, tym wyżej im bardziej się rozpędzamy. W końcu przednie kółko się unosi, podwozie główne też powoli odrywa się od ziemi, zahaczając jeszcze kilka razy od nierówności pasa. Lecimy, ale pierwszy raz mam tak zapakowany samolot, 4 osoby i sporo paliwa, ogon zaczyna mi opadać w dół, więc pcham mocno wolant od siebie i jakoś udaje się wyprostować sytuację, choć prędkościomierz już zaczął schodzić z zielonego zakresu (start na klapach dziesiątkach).

Powoli zaczynamy się wnosić, wskaźnik temperatury głowic zaczyna mrugać wkazując na zbyt dużą ciepłotę na trzecim cylindrze. Ale przecież to standard, zawsze na wznoszeniu tak się dzieje. Niestety mój nowy instruktor nie uważa tego za stan normalny, zwraca mi uwagę, więc wyrównuję do lotu poziomego co by się trochę silnik ochłodził. Biorę kurs mniej więcej północny z ominięciem komina, żegnam się z Bielskiem, witam z Kraków Info, melduję o moich zamiarach. W odpowiedzi słyszę prośbę o zgłosznie widoczności lotniska. OK, przyjąłem. Lecimy sobie tak minutę czy dwie i zaczynam szperać po ziemi w poszukiwaniu pasa w Kaniowie. Powoli zaczynam się denerwować, bo wokół same pola i nieliczne domki, kurs mam dobry bo na wprost kominy w Tychach, lekko na prawo elektrownia Jaworzno… Na szczęście gdzieś przez moje komórki nerwowe przeleciał właściwy impuls i przypomniałem sobie o jeziorze. No tak, jezioro w Goczałkowicach, nie da się nie zauważyć. Od niego na wchód ciągną się mniejsze jeziorka i stawy, a wśród nich jest nasze lotnisko. Zgłaszam konktakt wzrokowy Informacji i przechodzę na Kaniów 136,42.

Lekki zakręt w lewo, zniżanie do 1800 ft, przelot nad pasem, i buduję wzorowy krąg. Lądowanie dość udane, choć nie idealne bo jednak nie przyzwyczajony jestem do czterego osób w kabinie. Kołuję pod „terminal”, Pan Marian i Pani Hynek wysiadają, zostaję sam na sam z nowym instruktorem. Zajmujemy pas, start, wnoszenie, cztery zakręty, zniżanie, lądowanie. I tak dwa razy. Błędów w zasadzie brak, poza uwagą żebym włączał podgrzew nawet mając 2200 RPM (kiedy wskazówka temp. powietrza w gaźniku jest na żółtym zakresie). Instruktor prosi żebym podkołował pod budynek kontroli, wykonuję, zatrzymuję się i widzę jak odpina pasy mówiąć „teraz ja wysiądę, ty zablokujesz drzwi i będziesz kołował do początku pasa, ale go nie zajmuj dopóki nie usłyszysz mnie przez radio”. I wysiadł.

A więc jednak. To dziś. To dziś czeka mnie pierwszy samodzielny lot. Trzynastego. Po niecałych 12 godzinach szkolenia. Dalibyście komuś samemu prowadzić samochód po 12h nauki jazdy? No właśnie.

Kołuję powoli do początku pasa. Zatrzymuję się w punkcie oczekiwania i czekam na jakiś komunikat. W międzyczasie ustawiam klapy do startu, pięć razy dotykam i sprawdzam czy kran paliwa, gałka mieszanki, podgrzew gaźnika, trymer są dobrze ustawione do startu. Sprawdzam przez okno stery, czy wychylają się tak jak można by się po nich tego spodziewać. Pukam w przyrządy silnikowe, czy oby na pewno wkazówki się nie zacięły i czy na pewno wskazania są poprawne. Uff.. chyba wszystko gra. Słyszę głos Pana Hynka, „możesz zajmować”. Zajmuję pas, zgłaszam gotować. „Sierra golf bravo możesz startować”. A więc to już. Powoli ale zdecydowanie wciskam gaz do oporu. Samolot zaczyna się rozpędzać, znacznie szybciej niż zwykle. Kontroluję przyrządy silnikowe, wszystko na zielonym. Odrywam się od ziemi po 1/4 długości pasa, wznoszenie przy 70 węzłach jest większe niż skala na wariometrze, to efekt pozbycia się „balastu” czyli instruktora. 300 stóp na terenem, chowam klapy. Nadal lecę i się wznoszę, czyli wszystko idzie jak powinno. Na wszelki wypadek od razu wyciągam gałkę podrzewu gaźnika. 500 stóp, pierwszy zakręt, nadal wznoszenie. Wysokość kręgu osiągam tuż po zakończeniu pierwszego. Wyrównuję lot, robię drugi zakręt i mam wreszcie chwilę żeby przemyśleć swoją sytuację.

Nie denerwuję się już, w końcu mam wysokość, więc nawet jeśli silnik przestanie pracować, to pownno się udać bezpiecznie wylądować na pasie. Co chwilę patrzę na prawy fotel, ale tam nikogo nie ma. Niezbyt mogę się do tego przyzwyczaić, w ogóle jakaś ta kabina bardziej przestronna. Samolot znacznie lżejszy, nie spodziewałem się żę będzie to aż tak odczuwalne. Lecę. Mam wrażenie że czas się zatrzymał. Po raz pierwszy czuję się całkowicie wolny. Mój umysł totalnie się wyłączył. Rozkoszuję się tym błogim stanem…

W międzyczasie ziemia pod skrzydłami się przesuwa, więc zgłaszam prostą z wiatrem i w odpowiednim momencie, z zachowaniem zapasu dystansu od lotniska wykonuję trzeci zakręt. Zdejmuję moc, wypuszczam małe klapy. Trzymam idealnie prękość zniżania, czwarty zakręt. Zgłaszam prostą do lądowania. Bardzo dziwię się samemu sobie że nie łapią mnie żadne nerwy przed pierwszym samodzielnym lądowaniem. Nie muszę sobie nawet wmawiać, że przecież robiłem to dzisiątki razy, że na pewno się uda. Nie mam w ogóle żadnych wątpliwości. Ten krótki lot pomiędzy drugim a trzecim zakrętem był tak magiczny, że dodał mi ogromnej pewności siebie. Wypuszczam pełne klapy, wyhamowuję samolot, żnizam się… Lądowanie bardzo dobre, może nie najlepsze w „karierze”, ale dobre. Zatrzumuję się po dobiegu i czekam. Słyszę głos Pana Hynka „kołuj do początku i zgłoś gotowość do startu”. A więc udało się! Udało się i nawet chyba trochę podobało, skoro proszą o powtórkę. Szybko zawracam, kołuję, ustawiam się na kierunek 31. „SP-GGB gotów do startu”, „możesz startować”, „startuję SGB”. Pełen gaz, i już zupełnie bez nerwów, odrywam się od ziemi, wznoszenie… Czysty relax stan.

Drugie lądowanie ciut gorsze od pierwszego, ale wciąż dobre. Prośba o kołowanie pod „tankstelle” odpowiadam kołowaniem pod „fuel station” i wykonuję. Zatrzymuję samolot, wyłączam silnik, zdejmuję słuchawki, otwieram drzwi… Pojawiają się moi obserwatorzy, Pan Marian, Pani i Pan Hynek. Gratulacje, uściski dłoni. I tradycja laszowania, czyli od każdego po porządnym klapsie w tyłek. Wykonałem swój pierwszy samodzielny lot.

Skrót do kolejnego dnia ->

13 komentarzy do wpisu “Dzień 10 – pierwsze solo

  1. zazdroszczę Ci tego latania…
    życzę powodzenia może chociaż Tobie się uda! :)

  2. Paulinko, między innymi po to piszę tego bloga, żeby udowodnić że każdemu się może udać!

  3. Gratulacje, fajnie było przeczytać o pierwszym samodzielnym locie. Ładnie piszesz i ciekawie piszesz

  4. Czesc, z przyjemnoscia czytam Twojego bloga. Gratuluje postepow :) Ja mieszkam chwilowo w Australii i tutaj robie swoja licencje. Wlasnie jestem w trakcie oczekiwania na egzamin na cross country. Bede sledzil dalej bloga. Pozdrawiam spod spodu, Janek.

  5. ja piernicze
    jak czytalem to caly czas mialem banana na twarzy ;-)
    nie moge sie doczekac az samemu zaczne sie uczyc
    pozdrawiam

  6. Świetnie to opisałeś, dzięki po stokroć. Mam wrażenie, jakbym przeżywał to razem z Tobą. Nie mogę się już tego doczekać, gdy sam zacznę swój kurs, już zacząłem zbierać fundusze!

  7. Witaj,
    fajnie piszesz. Zazdroszcze Ci ,ze masz to juz za soba. Moj instruktor wczoraj mi powiedzal, „no to jeszcze ze 4 ladowania i robimy cross-check” …. czyli to juz moze w sobote … jakos nie moge sobie tego wyobrazic, sam w cockpicie … troche mi dziwnie.

  8. Tez latam w Kaniowie i kocham to lotnisko oraz kadre szkoleniową :) Tylko jakos mi nie idzie plynnie to latanie jak Tobie – ach ta pogoda figle sprawia. Mysle jednak ze teraz poswiece cały miesiac na latanie i pchne wszystko do przodu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *