RSS
 

Kurs ATPL

20 lut

Szczerze mówiąc, myślałem że o szkoleniu teoretycznym do licencji liniowej będzie można napisać coś więcej. Temat z pozoru jest bardzo interesujący, kiedy jednak siadam przed klawiaturą niewiele przychodzi mi do głowy.

Kurs ATPL postanowiłem zrobić w szkole Runway mieszczącej się na warszawskim lotnisku Babice. Większość osób twierdzi, że nie ma większego znaczenia gdzie się zapiszemy. Po części się z tym zgodzę, bo wykładowcy w większości ośrodów w stolicy są ci sami. Od siebie mogę powiedzieć, że ze współpracy z Runwayem jestem zadowolony, od strony organizacyjnej wszystko jest jak najbardziej w porządku (no, może trochę zbyt szybko kończą się ciastka).

Przedmioty, których się uczymy przypominają te z licencji turystycznej. Oczywiście ilość wiedzy, którą należy przyswoić jest nieporównywalna, w dodatku testy zdaje się w języku angielskim. Pojawiaja się meteorologia, prowadzona przez prawdziwego znawcę tematu, który wyszkolił już niejedno pokolenie pilotów. Dużo uwagi poświęca się wytłumaczniu zagadnień związanych z budową większych samolotów, tutaj wykładowca jest nie tylko profesjonalistą (baza techniczna LOT), ale i świetnie przygotowanym nauczycielem. Jego kolega z firmy zaznajamiał nas z tajnikami procedur operacyjnych, na przykładzie tych stosowanych przez naszego narodowego przewoźnika. Z kolei dwóch kapitanów LOTu i euroLOTu prowadziło kolejno zajęcia z nawigacji (plus każdorazowo pokaz ciekawych filmików lotniczych) oraz łączności (tu na uwagę zasługuje poczucie humoru prowadzącego). Oprócz tego musieliśmy nauczyć się m.in. obliczać wyważenie samolotu na przedmiocie Mass&Balance, poznaliśmy możliwości i ograniczenia osiągowe samolotów podczas zajęć z Performance (znów człowiek z LOTu) oraz nauczyliśmy się korzystać z wykresów niezbędnych podczas Flight Planningu. Jak to w lotnictwie, nie zabrakło ukończenia kursu podstawowego z medycyny (hipoksia na milion sposobów). Wszystkich, którzy się denerwują pragnę uspokoić, oczywiście nie zabrakło prawa lotniczego i nieśmiertelnych konwencji ICAO. Z serii „czysta teoria – zero praktyki” trzeba zaznajomić się także z Principles of Flight – czyli aerodynamika, wzory, wykresy. Na szczęście prowadzący zajęcia zaczął: „ja wam tu opowiem o czymś co się wam przyda, a te pytania to sobie wkujcie na pamięć, a po zaliczeniu możecie o nich zapomnieć, bo nigdy się wam to nie przyda”.

W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy: kurs to jedno, a testy to drugie, w końcu zajęć jest tylko 130 godzin (teoretycznie powinniśmy spędzić do tego 520 godzin z nosem w książkach w domowym zaciszu). W sumie to odpowiada mi taki system.

Z większości wykładów jestem zadowolony. Oprócz wiedzy z zakresu kursu, podczas zajęć mieliśmy okazję posłuchać mnóstwa praktycznych doświadczeń z pracy w linii. Tego nie wyczytamy ani w podręcznikach, ani na forach internetowych. Nie zapytają nas o to na egzaminach. Ale ta wiedza jest równie ważna.

Kurs kończy się w marcu, a zdawanie testów w ULCu rozpocznę w kwietniu. Teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko nauczyć się ponad 10 000 pytań. Postanowiłem podzielić wszystko na trzy sesje, każdorazowo odwiedzająć Warszawę po dwa razy. Jak dobrze pójdzie, to w czerwcu oprócz zaświadczenia o zdaniu egzaminów będę miał także status Frequent Traveller w Miles&More…

 

Zostaw komentarz

 
 
  1. bodziec

    20 lutego 2010 at 12:57

    kurcze nie wiedziałem że zaczniesz też ATPL’a
    super ;-)

     
  2. JW

    20 lutego 2010 at 14:16

    Gratulacje kolejnego wpisu. Tylko RSS mnie o nim poinformował bo inaczej to już prawie bym zapomniał, ze cokolwiek piszesz.

    Dużo tej nauki w domu ale z tego, co widziałem bo książkach to sa to tematy ciekaw.

    Zazdoszczr Frequent travellera, szczególnie ze robiony na lotach krotkodystansowych, wiec musiało być ich sporo już.

     
  3. Michał Miłoś

    20 lutego 2010 at 20:03

    W tym roku jest promocja, wystarczy mieć 30 odcinków niezależnie od zdobytych mil statusowych :)

     
  4. Kuba

    8 marca 2010 at 01:29

    No to widze, ze w Runway pod wzgledem organizacyjnym zaszly duze zmiany, moze to przez niewielka „awanture” jaka zrobila moja grupa ;p „za moich” czasow o ciastkach nikt nie slyszal, a szczytem byla butelka wody. Czy automat nadal wyjade za duzo reszty?
    O wykladowcach faktycznie mozna sie rozpisywac, a Kurek i Blocki to mega klasa. I historie o pracy w liniach, wyniesione z przerw to cos wyjatkowego.
    Zycze powodzenia na egzaminach!

     
  5. Michał Miłoś

    8 marca 2010 at 01:46

    Tak, trochę się w Runwayu pozmieniało, ale raczej nie przez awanturę tylko chyba zmianę kierownictwa. Teraz są ciastka, woda, soki, kawa, herbata. Automatowi zdarza się wydać więcej niż się wrzuciło ;) Ogólnie nie jest ani źle, ani jakoś super dobrze. Jest po prostu OK.