Już od dłuższego czasu próbowałem się umówić ze znajomym ze szkolenego dispatcha na wspólny lot. Michael jest posiadaczem turystycznej licencji śmigłowcowej, teraz szkoli się na samoloty, bo w ten sposób zamiast płacić za pełne szkolenie helikopterowe do przyrządów, będzie w stanie zrobić je na samolotach i śmiglakach jednocześnie za podobne pieniądze. Michael był więc idealnym kandydatem na próbnego studenta.
Day 360 – solo right seat
Kolejne trzy dni latania. 19-tego rano obudził mnie widok błękitnego sufitu, ale niestety szybko na niebie pojawiły się chmury. Broken 1400 ft, a ja wg szkolnych reguł potrzebuję ceiling minimum 1500 ft. Na szczęście samolot jest dostępny przez cały dzień, więc może za kilka godzin się uda. Wróciłem do domu, zjadłem placki z jabłkami (czym lekko zadziwiłem współlokatorów, podobnie jak kiedyś ryżem z truskawkami) i znów na lotnisko. Warunki się trochę poprawiły, bez rewelacji, ale da się dolecieć do McMinnville na 1700 ft. Wreszcie pierwszy lot samodzielny z prawego fotela!
Day 356 – stalls, stalls, stalls
Końcówka października zapowiada się całkiem pogodnie. Wczoraj na przykład mieliśmy wiatr ze wschodu, a to zwykle o tej porze roku oznacza poranną mgłę, która bardzo szybko się ulatnia, odsłaniając błędkitne niebo. Do tego stabline powietrze, co gwarantuje spokojnie i przyjemne latanie.
Day 354 – panie doktorze…
Po ubezpieczeniach samochodowych i systemie bankowymi przyszła pora na pierwsze doświadczenie z kolejnym elementem życia w USA. Tajemnicza wysypka zmobilizowała mnie do sprawdzenia jak działa miejscowy system opieki medycznej.
Day 352 – gusting 25
Tęcza – piękne zjawisko, i do tego dość często spotykane w tym klimacie. Zanim jednak zrobiło się tak ładnie jak na zdjęciu, musiało się kilka dni pokisić…
Day 348 – wybory
Tak proszę Państwa, zagranica też głosuje w wyborach parlamentarnych, ba, nawet w Portland, Oregon jest polska komisja wyborcza! Wystarczyło wysłać wcześniej maila do konsulatu w Los Angeles i tym sposobem stałem się jedną z 48 osób uprawnionych do głosowania w tym okręgu.
Day 347 – pilot wielosilnikowy
To już piąty egzamin praktyczny który zdaję w ciągu ostatniego roku. Niektórzy mniej „doświadczeni” w szkole dziwią mi się, że podchodzę do tego tak na luzie i ze spokojem. No bo czym tu się stresować? Umiem, to zdam! A jak będę miał zły dzień, to najwyżej mawewr czy dwa będę musiał powtórzyć.
Egzamin zacząłem 5. października rano. Przywitałem się z Mary, zaczęliśmy od formalności i przeszliśmy szybko do części ustnej – teoretycznej. W teorii Mary miała mnie pytać o samoloty wielosilnikowe, w praktyce pół godziny gadaliśmy o wodnosamolotach na Alasce (Mary też chciała robić seaplane rating w Seattle i najwyraźniej podniosłem poprzeczkę), a później 20 minut o niesymetrycznym ciągu, Vmc, systemach w Seminole i tak dalej.
Day 342 – holding…
Ponieważ nie byłem do końca zadowolony z ostatniego progress checku na multi engine, postanowiłem zrobić jeszcze jedną krótką lekcję powtórkową z moim instruktorem. To znaczy krótka to ona miała być, a wyszło jak wyszło… Pogoda zapowiadała się „wspaniale”, overcast na 1800 ft i 50 węzłów prognozowanego wiatru na 6000 ft. Kto nie lubi latać w IMC?
Day 337 – multi-engine EOC
Przyszła pora na mój pierwszy i jedyny progress check w kursie multi-engine. Podobnie jak przy zawodowej na jednosilniki, teoretycznie zgodnie z part 61 żaden lot kontrolny nie jest wymagany, ale wszystkim żyje się lepiej z end-of-course checkiem. Mnie, bo ktoś obiektywnie sprawdzi moje umiejętności, instruktorowi bo ktoś obiektywnie wypowie się o wyszkoleniu jego ucznia przed wysłaniem go na egzamin; w końcu także szkole, bo zarobi kilka dodatkowych dolarów i upewni się, że statystyki zdawalności utrzymają się na zadowalającym poziomie.
Day 334 – Polski Festiwal
Krakowiaczek jeden, miał koników siedem… Co roku, w ostatni weekend września odbywa się Portland Polish Festival. Jak się pewnie domyślacie, na imprezie z pierogami i kiełbasą nie mogło zabraknąć i mnie!