RSS
 

Nie ma o czym pisać

16 lut

Blog się poważnie zakurzył. Większość czytelników przestała pewnie odwiedzać ten adres, z resztą czemu się dziwić, skoro od trzech miesięcy nie było żadnego wpisu. Niestety, polska rzeczywistość general aviation okazała się być o wiele gorsza niż przypuszczałem. Na przeszkodzie staje przede wszystkim pogoda, niskie chmury, ograniczona widzialność. O opadach śniegu nie warto nawet wspominać, bo po co się denerwować? Nie dość, że większość polskich lotnisk dysponuje wyłącznie trawiastymi pasami, to nawet te z utwardzoną nawierzchnią najczęściej nie są odnieżane. Nawet lotnisko w Kaniowie, wydawać by się mogło wzór do naśladowania, przez prawie całą zimę pozostaje skute lodem. Z resztą warunki atmosferyczne to nie jedyny problem, z jakim polski lotnik musi zmierzyć się zimą. Kolejnym kłopotem jest krótki dzień i szybko zapadający zmrok. I co z tego, że wpiszemy sobie w licencję uprawnienie VFR noc, skoro prawie żadne lotnisko nie dysponuje stałym oświetleniem?

Zupełnie odmienną kwestią jest brak czasu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy było kilka dni, kiedy pas był czysty i suchy, chmury trzymały się z daleka od „naszych” wysokości i spokojnie można było się wybrać na mały patrol okolicy. Odwiedzić poznane w letnich miesiącach miejsca i zobaczyć jak bardzo zmieniły się pod warstwą białegu puchu. Znów przypomnieć sobie to wspaniałe uczucie wolności, jakie zaznać można wyłącznie w powietrzu. Niestety, akurat zawsze gdy warunki były odpowiednie to wzywały obowiązki, jak nie zajęcia na uczelni to weekendy w Warszawie na kursie do licencji liniowej. Za sterami udało mi się spędzić całe 12 minut.

Z drugiej strony każdy kolejny nielotny dzień zbliża nas do wiosny, pory roku kiedy (jak dowiedziałem się w ciągu tych ostatnich miesięcy) do życia budzi się nie tylko przyroda, ale również polskie general aviation. Na stojankach lotnisk całego kraju znów pojawią się bardziej lub mniej latające samoloty, znów będziemy się w duszy uśmiechać słysząc w słuchawkach „zezwalam lądować”, a nierówności naszych pasów startowych będą wspaniałą wymówką na każde mniej komfortowe lądowanie. Mówiąc krótko: wszystko wróci do normy. Jeszcze tylko kilka(naście) tygodni…

 
Komentarze: 4

Zapisano w Lotnicze

 

Nowy Targ i piękne widoki

09 lis

Kuba okazał się być bardzo pomocnym pasażerem i dobrym nawigatorem, w związku z czym z przyjemnością wybraliśmy się na kolejny lot, tym razem zabierając na pokład również jego dziewczynę, Magdę. Dzień zapowiadał się wspaniale i pomimo mojej początkowej niechęci (z pogodą nigdy nic nie wiadomo) wybraliśmy się w góry, a konkretniej do Nowego Targu.

Ja i Kuba, w tle góry

Cóż tu dużo opowiadać, przelot był fantastyczny, no może poza lądowaniem w NT, bo mój tyłek odzwyczaił się już od trawiastych lotnisk. Po krótkiej przerwie na ziemi, podczas której Magda serwowała przekąski, wdrapaliśmy się na wysokość 5500 stóp, co pozwoliło nam wyjść ponad inwersję i nacieszyć się widokiem na Tatry.

Tatry, inwersja nad Nowym Targiem

Powrót okrężną drogą przez Mszanę Dolną i Dobczyce. Tu znów oddałem nawigację Kubie, bo mapa Jeppesena nie nadaje się do latania w dolinach, a moi pasażerowie doskonale znają okolicę z pieszych wędrówek. Swoją drogą, jest coś magicznego w locie między szczytami, które znajdują się na wysokości skrzydeł samolotu…

Na tym kończę ten wpis, bo nie ma sensu dłużej wysilać się i próbować wyjaśniać czegoś, co można zobaczyć w galerii na wspaniałych zdjęciach autorstwa Magdy. Dzięki za wspólny lot!

 

Z Kubą na kontrolowane

02 lis

Ponieważ obiecałem znajomemu (który z resztą komentował tego bloga pod inicjałami JW), że będzie jedną z pierwszych osób które zabiorę na pokład, od kolejnego lotu nie miałem się jak wymigać. Pamiętam, że Kuba był zainteresowany lotem na lotnisko kontrolowane, więc nie było innej opcji jak opracować trasę na Balice. Żeby jednak posiedzieć w samolocie dłużej niż 50 minut, pomyślałem że można okrążyć od północno-wschodniej strony CTR, zrobić low pass na EPKK i wrócić do Kaniowa.

Cel osiągnięty - Kraków Balice

Cel osiągnięty - Kraków Balice

Czytaj dalszy ciąg »

 

Zmniejszona widzialność

22 paź

Pogoda ostatnimi czasy nie zachęca do jechania na lotnisko. Wracając w poniedziałek w południe z uczelni zauważyłem jakieś skrawki błekitnego nieba, a że do końca dnia byłem wolny, więc od razu pomyślałem o samolocie. Spakowałem klamoty i ruszyłem do Kaniowa. Na Śląsku nie było już tak pięknie, ale gdzieś tam po okolicy można by się pokręcić…

Po dwóch lotach z pasażerami tym razem wybrałem się sam. Latanie z rodziną czy znajomymi jest fajne, można sprawić im niemałą przyjemność, pokazać świat z trochę innej perspektywy, wytłumaczyć fenomen lotu, pochwalić się świeżo nabytymi umiejętnościami, a może nawet zaszczepić w nich naszą pasję. Z drugiej strony, szczególnie na krótkich lotach, tłumaczenie wszystkiego i odpowiadanie na każde pytanie jest męczące i nie pozwala się skupić i w pełni „czerpać” wrażeń i doświadczeń z pilotowania samolotu. Wydaje mi się, że od czasu do czasu taki lot w ciszy przerywanej jedynie głosem innych pilotów i Info na radiu jest bardzo potrzebny.

Czytaj dalszy ciąg »

 

Flyabout

14 paź

Flyabout

Czy wiecie czym dla aborygenów jest walkabout? W skrócie można powiedzieć że to zwyczaj „rzucania” wszystkiego i wybrania się na trochę dłuższy „spacer” w celu wewnętrznego duchowego i umysłowego oczyszczenia, próby odpowiedzenia sobie na ważne życiowe pytania. Co ma to wspólnego z lotnictwem?

Na pewien rodzaj walkabout wybrała się Monika Petrillo, młoda Amerykanka, posiadaczka turystycznej licencji. Wraz ze swoim ojcem (który na tę okoliczność też zrobił PPLkę) zdecydowała się na 30-dniowy grupowy przelot wokół australijskiego kontynentu. Zwykłą, nakręconą domową kamerą relację z wycieczki udało się zamienić jej we wspaniałą historię o tym co ważne w życiu, o relacjach między bliskimi i realizacji własnych marzeń.

Jeśli spodziewacie się fajerwerków, bohaterskich lądowań czy mrożącej krew w żyłach akrobacji… to nie tej film. Jeśli natomiast macie ochotę na osobistą opowieść o życiu z pięknymi krajobrazami Australii i lotnictwem w tle, to polecam wam tę amatorską pozycję.

Więcej informacji i trailer znajdziesie na oficjalnej stronie Flyabout, tam też możecie za $25 (z przesyłką) zamówić swoją kopię filmu. Szczerze polecam!

 
Komentarze: 3

Zapisano w Lotnicze

 

Licencja i pasażer

12 paź

Nie byłbym sobą, gdybym po otrzymaniu licencji zaraz jej nie wypróbował. Dlatego dwa dni póżniej pojechałem na lotnisko do Kaniowa, tym razem już nie sam a z moim tatą. Pogoda była dobra, choć nie idealna bo widzialność ograniczało małe zamglenie.

Plan był taki, źeby polecieć do Pobiednika, niestety zrobiło się późno i została nam bliższa opcja, czyli lot w oklice jeziora Żywieckiego. Zaczęło się oczywiście od przygotowania samolotu, podczas którego tata uważnie obserwował moje ruchy i nie miał zachwyconej miny, kiedy poszedłem po mechanika bo wydawało mi się że jeden z popychaczy jest zbyt luźny, a środkowa śruba steru kierunku ma za duży dystans. Mechanik, Pan Darek, papatrzył swoim doświadczonym okiem, coś poruszał i zkwitował krótkim: można lecieć.

Czytaj dalszy ciąg »

 

Egzamin praktyczny

05 paź

Poprzednia trasa była niestety ostatnim elementem mojego szkolenia do licencji turystycznej. Niestety, bo te kilka miesięcy od kwietnia gdy po raz pierwszy usiadłem za sterami było fantastyczną przygodą i wspaniałą zabawą. Wszystko się jednak kiedyś kończy, w tym wypadku egzaminem praktycznym.

Na miejsce jego zdawania wybrałem sobie lotnisko w Gliwicach, w związku z czym moim jury w tym konkursie stał się Pan Ryszard Ptaszek. Jakiś tydzień po złożeniu wniosku w ULCu otrzymałem skierowanie i mogłem umówić się na wolny termin.

SP-AIO po egzaminie w Gliwicach

Czytaj dalszy ciąg »

 

Dzień 35 – pierwsza samodzielna prawdziwa podróż

25 wrz

W komentarzu do mojej pierwszej „samotnej” trasy Akira napisał że podczas trzygodzinnego szkolnego lotu człowiek czuje się jakby licencję miał już w kieszeni. W 100% się z tym zgadzam! Najpierw sami przygotowujemy sobie samolot, jego dokumenty, zabieramy nawet kopię badań lekarskich i wyruszamy w prawdziwą podróż. Co prawda trasa nie jest całkiem obca, bo po pierwsze mimo wszystko lepiej żeby uczeń kojarzył już lotniska na których będzie lądował, a po drugie trudno po tylu godzinach szkolenia odkryć coś nowego, szczególnie jeśli od południa i zachodu jest Czeska Republika, a od północy i północnego-wschodu CTRy Pyrzowic i Balic. Nie znaczy to jednak, że takie latanie jest nudne! Wręcz przeciwnie, za każdym razem odkywa się coś nowego, poza tym poruszając się w rejonie pól uprawnych i mało charakterystycznych lasów i tak nie sposób nawigować z pamięci. Zatem, od śmigła! (uwaga, dużo zdjęć)

Czytaj dalszy ciąg »

 

Dzień 34 – dla treningu Balice

08 wrz

Od ostatniego lotu samodzielnego minęło trochę czasu (daty wpisów nie są datami lotów), więc lepiej byłoby przed wykonaniem ostatniej już trasy w szkoleniu zrobić małe przypomnienie wiadomości lecąc z instruktorem. A ponieważ egzamin praktyczny składa się z przelotu na lotnisko kontrolowane, dobrze byłoby przy okazji sobie to przećwiczyć. Pana Mariana długo przekonywać nie trzeba było – lecimy na Balice.

Czytaj dalszy ciąg »

 

Dzień 33 – druga samodzielna trasa

06 wrz

W poprzednim locie samodzielnym zwiedzałem tereny na zachód od Kaniowa. Teraz wypadało zapuścić się na wschód. Lot zapowiadał się tym bardziej ciekawie, że to przecież „moje” rejony. Na początek po znanej mi już trasie przez Wadowice (i Kalwaria – pierwszy punkt charakterystyczny informujący mnie że dobrze lecę) do Dobczyc. Zalew i tama za każdym razem przyciągają mój wzrok kiedy tamtędy przelatuję. Szkoda, że zdjęcia oddają jedynie ułamek wrażeń…

Tama w Dobczycach

Tama w Dobczycach

Czytaj dalszy ciąg »