Day 440 – ostatnia powtórka

Może przesadzam, może nie, ale przed jutrzejszym egzaminem postanowiłem jeszcze raz polatać z moim instruktorem i upewnić się, że nie zawalę na jakiejś głupocie. Może jestem naiwny, że tak próbuję przygotować się do zdania tego egzaminu raz a dobrze, gdy przy pierwszym podejściu oblewa go średnio 80% osób. Całkowita lub częściowa porażka nie byłaby więc tragedią, tym bardziej że za sam egzamin się nie płaci (oczywiście za samolot już tak), ale czas mnie goni – im szybciej dopiszą mi do numeru licencji literki „CFI”, tym szybciej zacznę wpisywać kolejne godziny do logbooka, a i może liczby na koncie w banku zaczną wreszcie przyrastać zamiast stale maleć.

Czytaj dalej

Day 430 – śnieg w PDX?

Na dziś zaplanowany miałem egzamin, ale jak to zwykle bywa, plany się trochę rozjechały. Żeby w ogóle przystąpić do zdawania muszę mieć w logbooku 3 godziny lotu z instruktorem w czasie ostatnich dwóch miesięcy. Brakuje mi 0.6h, poza tym nie łudźmy się, nie ma co oczekiwać pozytywnego wyniku jeśli nie latało się od miesiąca. Tylko jak tu cokolwiek poćwiczyć, gdy pogoda zaatakowała nas śniegiem?

Czytaj dalej

Day 423 – Welcome to Hillsboro

Ostatni dzień w Nowym Jorku był dość leniwy. Znów śniadanie w La Boulangerie, później shopping (swoją drogą, t-shirt z Polski aktywował system antykradzieżowy w jednym ze sklepów i miałem przyjemność odwiedzić specjalny pokój z ławką wyposażoną w kajdanki). Z resztą niewiele da się robić, gdy na ulicy wiatr dochodzi do 42 węzłów (ponad 75 km/h), a już na pewno nie odbyć zaplanowną wycieczkę kolejką linową na Roosevelt Island. Wieczorem pożegnałem się z Beatą, Zbyszkiem i Olivierem (jeszcze raz dzięki za gościnę!). O 19:30 byłem na JFK i po krótkiej przepychance z agentem TSA (Goiabada w podręcznym mogła być przecież bombą) wsiadłem do A320 JetBlue w rejsie do Portland, Oregon.

DSC06635.JPG

Czytaj dalej

Wesołych Świąt!

Wszystkim Czytelnikom bloga i ich Rodzinom pragnę życzyć wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, radości, miłości, znalezienia czasu dla bliskich i znajomych oraz wszelkiej pomyślności w nowym roku, a Koleżankom i Kolegom pilotom lotniczych prezentów pod choinką i wielu niezapomnianych podniebnych przygód!

DSC06367.jpg

Tym, którzy interesują się moim losem chciałbym też życzyć odrobiny cierpliwości – kolejne (zaległe) wpisy pojawią się po Świętach. Serdecznie zapraszam!

Day 419 – Kraków

Wyznaczenie terminu egzaminu na CFI zwykle trwa tydzień albo dwa. Cierpliwie czekałem więc na telefon z FAA, ale gdy po 15 dniach nadal byłem bez jakiejkolwiek informacji zacząłem się niepokoić. Poszedłem do Chrisa (szefa instruktorów) i poprosiłem go, aby sprawdził o co chodzi. Następnego dnia wszystko stało się jasne: faks z moim zgłoszeniem do FAA dotarł, ale co się z nim później stało, nikt już nie wie. „Zaginął”, a w raz z nim moje szanse na egzamin w tym roku, bo 19 grudnia wracam na święta do Polski.

Czytaj dalej

Day 412 – Columbia

Znów lot na północ. Pora na manewry na wysokości. 6000 stóp brzmi w miarę bezpiecznie, tym razem pojmując bezpieczeństwo jako nie utracenie licencji przez wpakowanie się w przestrzeń klasy C lotniska PDX (poniżej 4000 ft). Przy okazji podziwiam piękno Columbii i tegoroczną grudniową pogodę. W porównaniu do zeszłego roku, w tę zimę jest sucho jak na Saharze.

DSC06332.JPG Czytaj dalej