Trzecia sesja
lip1
Po czerwcowej przerwie wróciłem do gry i udało mi się podejść do trzech przedmiotów:
- Meteorology – 95,2%
- Performance – 88,6%
- Flight Planning & Monitoring – 90,7%
ULC faktycznie zmienił bazę pytań. Na meteorologii nie było jakiegoś zdziwienia, myślę że może 10% nie widziałem wcześniej. Na osiągach było już trochę gorzej, choć przyznaję że i tak nie przerobiłem wszystkich pytań z Aviation Exam, więc nie wiem ile zostało wprowadzone nowych. Planowanie mnie trochę zaskoczyło, bo z braku czasu nie przerobiłem w ogóle działów VFR i IFR Navigation Plan, przez co miałem drobne problemy z wyjaśnieniem symboliki low enroute charts. Czasu też nie było zbyt wiele, bo doszukiwałem się spisku w stylu JAA w każdym pytaniu, nawet te najłatwiejsze obliczenia sprawdzałem po kilka razy. Wracając jeszcze do nowej bazy, wcześniej mówiono jaka ta nowa baza nie będzie wspaniała, jak to poprawi się jakość załączników. Akurat! Niektóre załączniki do Flight Planningu nadal są w skandalicznej jakości. Ponadto baza ma błędy i zdarza się, że pytanie odsyła do załącznika który jest zupełnie nie na temat. Co wtedy? Pracownicy komisji egzaminacyjnej z rozbrajającą szczerością radzą żeby strzelać. Jedną zagadkę udało mi się rozwiązać (i znaleźć właściwy załącznik), więc może dzięki innym zdającym za kilka miesięcy strzelać już nie będzie trzeba. Przynajmniej do czasu kolejnych zmian w bazie.
Niestety nie zdążyłem przygotować się do ostatniego przedmiotu – Instrumentation (wyposażenie pokładowe). Nie jest to łatwy temat (no i pytań w bazie prawie 1100), ale mam nadzieję że tym razem zmuszę się do nauki wcześniej niż dwa dni przed testem i nie będzie problemu z jego zdaniem.
Między sesjami
lip4
Mały update bieżącej sytuacji. Niestety z powodu nieziemskiej ilości zaliczeń i egzaminów na studiach, nie udało mi się znaleźć czasu na naukę do testów w ULCu. Zamierzam zaatakować te cztery przedmioty, których jeszcze nie zdawałem w połowie lipca. Urząd trochę utrudnił sprawę, bo od czerwca zmieniła się baza pytań do ATPLa. Wygląda jednak na to, że największe różnice dotyczą Zasad lotu, Nawigacji i Prawa, a ja na szczęście mam już je za sobą.
Druga sesja
maj3
No i po kolejnej sesji. Znowu się leniłem i później musiałem uczyć się po 1000 pytań dziennie. W zasadzie dochodzę do wniosku, że nie jest ten ATPL taki straszny. Gdyby mieszkać w Warszawie i nie mieć innych obowiązków to dałoby się zaliczyć wszystko w 2 miesiące. Tak dobrze niestety nie ma, dlatego w tej sesji zamknąłem jedynie 4 przedmioty:
- General Navigation – 94,5%
- Radio Navigation – 95%
- Air Law – 94,5%
- Operational Procedures – 92%
Do finiszu pozostały jeszcze cztery. Niestety czerwiec nie będzie dobrym miesiącem żeby wszystkie zaliczyć, bo do gry włączają się jeszcze egzaminy na uczelnii. Tak więc będzie dobrze, jeśli uda się zdać w przyszłym miesiącu połowę, a pozostałe dwa na początku lipca.
Pierwsza sesja
kwi4
Pierwsza sesja egzaminów do ATPLa już za mną. Dwa piątki spędzone w ULCu zaowocowały następującymi wynikami:
- Airframe, Systems, Power Plant – 92%
- Principles of Flight – 95,5%
- VFR Communications – 96%
- IFR Communications – 100%
- Human Performance & Limitations – 98%
- Mass & Balance – 95,5%
Ogólnie mówiąc, jestem trochę w szoku. Owszem, do pierwszych dwóch przedmiotów przygotowywałem się dość solidnie (bo było sporo czasu od marca), komunikacja jest bardzo prosta, ale dwa ostatnie były niespodzianką. Szczególnie Human P&L, do którego uczyłem się dokładnie dwa dni – w jeden przeczytałem książkę a w drugi przerobiłem ponad 1270 pytań! (z lenistwa i zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę). A jak wygląda mój system nauki?
Po pierwsze uczę się z książek Jeppesena, tzn. czytam wszystko na spokojnie zwracając szczególną uwagę na rysunki i wykresy. Następnie biorę się za bazę pytań. Do tego celu wybrałem AviationExam.com, a to dlatego że jest ona stosunkowo kompletna (zawiera mix pytań z Britola, Volare, jest na bieżąco aktualizowana), większość pytań posiada wytłumaczenie odpowiedzi (nierzadko z rysunkami czy skanami z podręczników) i komentarze innych uczących się. Ponadto, system na którym działa jest wyjątkowo pomocny i funkcjonalny. Pozwala na sekwencyjną naukę wszystkich pytań z danego przedmiotu, gdzie te na które udzielimy złej odpowiedzi są powtarzane przy kolejnym teście. Do tego można oznaczać pytania flagami, a następnie wydrukować ich listę wraz z odpowiedziami. Da się też wydrukować pytania które sprawiły nam i innym najwięcej problemów. Doskonała rzecz na powtórkę najtrudniejszych zagadnień rano przed egzaminem.
Kolejne zdawanie już w maju. Jeśli się uda, chciałbym podejść do 5 przedmiotów, tak żeby na czerwiec (kiedy sesja w ULCu krzyżuje się z sesją na uczelnii) zostały jedynie 3 egzaminy. Pora zabrać się do pracy!
Ponownie na kręgu
mar2
W minioną niedzielę udało się wreszcie znaleźć czas, pogodę, instruktora i pojechać na lotnisko. Po zimowej przerwie byłem trochę przerażony perspektywą siedzenia za sterami, dlatego umówiłem się na kilka kręgów z kimś kto będzie umiał uratować podwozie samolotu przed brutalnym asfaltem.
Polskie VORy: JAB
lut4
Wracając kilka dni temu z Zakopanego postanowiłem ominąć korek przed i za Nowym Targiem i pojechać na około przez Jabłonkę. Ponieważ droga mi się trochę dłużyła, z nudów włączyłem w iPhonie nawigację lotniczą, klepnąłem DIRECT TO i wpisałem JAB – trzyliterowy skrót radiolatarnii VOR w tej miejscowości. Chwilę później wpadłem na pomysł, że skoro już jestem w okolicy, to podjadę do tego VORa i zrobię mu zdjęcie – wszak do tej pory nie miałem okazji widzieć go z powietrza, a poza tym VORów w Małopolsce jak na lekarstwo (cały jeden). Zbliżając się do Jabłonki zobaczyłem przed sobą wziesienie, a na jego szczycie charakterystyczny biały stożek – to musi być to! Google Maps i patrzę jak się tam dostać. Próbowałem z jednej strony – niestety, droga kończy się w polu daleko przed celem. Podjechałem więc od drugiej – tu kawałek drogi prowadzi do ostatnich domostw na zboczu, dalej niestety się urywa (przynajmniej w zimie). Zostawiłem więc samochód i poszedłem przez zaśnieżone pola na przełaj. Chwilę mi to zajęło, bo śniegu było miejscami po kolana, ale po 10 minutach wspinaczki dotarłem do celu, gdzie na środku góry stoi majestatycznie wielki biały stożek.
Momentalnie zachciało mi się znaleźć w Cessnie i polatać po okolicy… A okolica jest piękna, zimą szczególnie. Trzeba jak najszybciej zorganizować wolny dzień z dobrą pogodą, wpaść na lotnisko i odwiedzić JAB ponownie – tym razem robiąc zdjęcie z powietrza. Ah te nasze polskie VORy!
Warto jeszcze wspomnieć o tablicy ostrzegawczej która żywcem wygląda jak wyjęta z serii gier Fallout.
Ciekawe na ile zagrożenie jest rzeczywiście realne…
Kurs ATPL
lut5
Szczerze mówiąc, myślałem że o szkoleniu teoretycznym do licencji liniowej będzie można napisać coś więcej. Temat z pozoru jest bardzo interesujący, kiedy jednak siadam przed klawiaturą niewiele przychodzi mi do głowy.
Kurs ATPL postanowiłem zrobić w szkole Runway mieszczącej się na warszawskim lotnisku Babice. Większość osób twierdzi, że nie ma większego znaczenia gdzie się zapiszemy. Po części się z tym zgodzę, bo wykładowcy w większości ośrodów w stolicy są ci sami. Od siebie mogę powiedzieć, że ze współpracy z Runwayem jestem zadowolony, od strony organizacyjnej wszystko jest jak najbardziej w porządku (no, może trochę zbyt szybko kończą się ciastka).
Przedmioty, których się uczymy przypominają te z licencji turystycznej. Oczywiście ilość wiedzy, którą należy przyswoić jest nieporównywalna, w dodatku testy zdaje się w języku angielskim. Pojawiaja się meteorologia, prowadzona przez prawdziwego znawcę tematu, który wyszkolił już niejedno pokolenie pilotów. Dużo uwagi poświęca się wytłumaczniu zagadnień związanych z budową większych samolotów, tutaj wykładowca jest nie tylko profesjonalistą (baza techniczna LOT), ale i świetnie przygotowanym nauczycielem. Jego kolega z firmy zaznajamiał nas z tajnikami procedur operacyjnych, na przykładzie tych stosowanych przez naszego narodowego przewoźnika. Z kolei dwóch kapitanów LOTu i euroLOTu prowadziło kolejno zajęcia z nawigacji (plus każdorazowo pokaz ciekawych filmików lotniczych) oraz łączności (tu na uwagę zasługuje poczucie humoru prowadzącego). Oprócz tego musieliśmy nauczyć się m.in. obliczać wyważenie samolotu na przedmiocie Mass&Balance, poznaliśmy możliwości i ograniczenia osiągowe samolotów podczas zajęć z Performance (znów człowiek z LOTu) oraz nauczyliśmy się korzystać z wykresów niezbędnych podczas Flight Planningu. Jak to w lotnictwie, nie zabrakło ukończenia kursu podstawowego z medycyny (hipoksia na milion sposobów). Wszystkich, którzy się denerwują pragnę uspokoić, oczywiście nie zabrakło prawa lotniczego i nieśmiertelnych konwencji ICAO. Z serii “czysta teoria – zero praktyki” trzeba zaznajomić się także z Principles of Flight – czyli aerodynamika, wzory, wykresy. Na szczęście prowadzący zajęcia zaczął: “ja wam tu opowiem o czymś co się wam przyda, a te pytania to sobie wkujcie na pamięć, a po zaliczeniu możecie o nich zapomnieć, bo nigdy się wam to nie przyda”.
W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy: kurs to jedno, a testy to drugie, w końcu zajęć jest tylko 130 godzin (teoretycznie powinniśmy spędzić do tego 520 godzin z nosem w książkach w domowym zaciszu). W sumie to odpowiada mi taki system.
Z większości wykładów jestem zadowolony. Oprócz wiedzy z zakresu kursu, podczas zajęć mieliśmy okazję posłuchać mnóstwa praktycznych doświadczeń z pracy w linii. Tego nie wyczytamy ani w podręcznikach, ani na forach internetowych. Nie zapytają nas o to na egzaminach. Ale ta wiedza jest równie ważna.
Kurs kończy się w marcu, a zdawanie testów w ULCu rozpocznę w kwietniu. Teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko nauczyć się ponad 10 000 pytań. Postanowiłem podzielić wszystko na trzy sesje, każdorazowo odwiedzająć Warszawę po dwa razy. Jak dobrze pójdzie, to w czerwcu oprócz zaświadczenia o zdaniu egzaminów będę miał także status Frequent Traveller w Miles&More…
Nie ma o czym pisać
lut4
Blog się poważnie zakurzył. Większość czytelników przestała pewnie odwiedzać ten adres, z resztą czemu się dziwić, skoro od trzech miesięcy nie było żadnego wpisu. Niestety, polska rzeczywistość general aviation okazała się być o wiele gorsza niż przypuszczałem. Na przeszkodzie staje przede wszystkim pogoda, niskie chmury, ograniczona widzialność. O opadach śniegu nie warto nawet wspominać, bo po co się denerwować? Nie dość, że większość polskich lotnisk dysponuje wyłącznie trawiastymi pasami, to nawet te z utwardzoną nawierzchnią najczęściej nie są odnieżane. Nawet lotnisko w Kaniowie, wydawać by się mogło wzór do naśladowania, przez prawie całą zimę pozostaje skute lodem. Z resztą warunki atmosferyczne to nie jedyny problem, z jakim polski lotnik musi zmierzyć się zimą. Kolejnym kłopotem jest krótki dzień i szybko zapadający zmrok. I co z tego, że wpiszemy sobie w licencję uprawnienie VFR noc, skoro prawie żadne lotnisko nie dysponuje stałym oświetleniem?
Zupełnie odmienną kwestią jest brak czasu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy było kilka dni, kiedy pas był czysty i suchy, chmury trzymały się z daleka od “naszych” wysokości i spokojnie można było się wybrać na mały patrol okolicy. Odwiedzić poznane w letnich miesiącach miejsca i zobaczyć jak bardzo zmieniły się pod warstwą białegu puchu. Znów przypomnieć sobie to wspaniałe uczucie wolności, jakie zaznać można wyłącznie w powietrzu. Niestety, akurat zawsze gdy warunki były odpowiednie to wzywały obowiązki, jak nie zajęcia na uczelni to weekendy w Warszawie na kursie do licencji liniowej. Za sterami udało mi się spędzić całe 12 minut.
Z drugiej strony każdy kolejny nielotny dzień zbliża nas do wiosny, pory roku kiedy (jak dowiedziałem się w ciągu tych ostatnich miesięcy) do życia budzi się nie tylko przyroda, ale również polskie general aviation. Na stojankach lotnisk całego kraju znów pojawią się bardziej lub mniej latające samoloty, znów będziemy się w duszy uśmiechać słysząc w słuchawkach “zezwalam lądować”, a nierówności naszych pasów startowych będą wspaniałą wymówką na każde mniej komfortowe lądowanie. Mówiąc krótko: wszystko wróci do normy. Jeszcze tylko kilka(naście) tygodni…
Nowy Targ i piękne widoki
lis5
Kuba okazał się być bardzo pomocnym pasażerem i dobrym nawigatorem, w związku z czym z przyjemnością wybraliśmy się na kolejny lot, tym razem zabierając na pokład również jego dziewczynę, Magdę. Dzień zapowiadał się wspaniale i pomimo mojej początkowej niechęci (z pogodą nigdy nic nie wiadomo) wybraliśmy się w góry, a konkretniej do Nowego Targu.

Cóż tu dużo opowiadać, przelot był fantastyczny, no może poza lądowaniem w NT, bo mój tyłek odzwyczaił się już od trawiastych lotnisk. Po krótkiej przerwie na ziemi, podczas której Magda serwowała przekąski, wdrapaliśmy się na wysokość 5500 stóp, co pozwoliło nam wyjść ponad inwersję i nacieszyć się widokiem na Tatry.
Powrót okrężną drogą przez Mszanę Dolną i Dobczyce. Tu znów oddałem nawigację Kubie, bo mapa Jeppesena nie nadaje się do latania w dolinach, a moi pasażerowie doskonale znają okolicę z pieszych wędrówek. Swoją drogą, jest coś magicznego w locie między szczytami, które znajdują się na wysokości skrzydeł samolotu…
Na tym kończę ten wpis, bo nie ma sensu dłużej wysilać się i próbować wyjaśniać czegoś, co można zobaczyć w galerii na wspaniałych zdjęciach autorstwa Magdy. Dzięki za wspólny lot!
Z Kubą na kontrolowane
lis5
Ponieważ obiecałem znajomemu (który z resztą komentował tego bloga pod inicjałami JW), że będzie jedną z pierwszych osób które zabiorę na pokład, od kolejnego lotu nie miałem się jak wymigać. Pamiętam, że Kuba był zainteresowany lotem na lotnisko kontrolowane, więc nie było innej opcji jak opracować trasę na Balice. Żeby jednak posiedzieć w samolocie dłużej niż 50 minut, pomyślałem że można okrążyć od północno-wschodniej strony CTR, zrobić low pass na EPKK i wrócić do Kaniowa.




